wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 63.

W całej restauracji był tylko jeden średniej wielkości stolik nakryty czerwonym obrusem, na którym stał bukiet żółtych tulipanów. Przy stole były dwa, czarne i wyglądające na bardzo miękkie krzesła. Droga do stolika była pokryta czerwonych dywanem, dookoła którego były małe świeczki o zapachu wanilii. Ciekawe skąd wiedział, że to mój ulubiony zapach. Uśmiechnęłam się wpatrując w stolik, na którym były dwie wysokie świece oraz dwa kieliszki do wina. Doszliśmy do niego i Harry, jak na gentelmana przystało, odsunął mi krzesło. Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam. Po chwili loczek siedział już naprzeciwko mnie.
- Podoba ci się? – zapytał nieśmiało.
- Nawet bardzo – odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek. – Jest idealnie.

*perspektywa Katrin*

- Eryk nie! – krzyczałam przez śmiech, gdy chłopak mnie łaskotał. – Niall! Pomóż!
- Pędzę kochanie! – usłyszałam krzyk blondynka, który po chwili dosłownie rzucił się na bruneta spadając razem z nim z kanapy, na co ja wybuchłam śmiechem.
- To nie fair! – darł się Els leżąc na ziemi. – Louis pomóż! Atakują!
Po chwili przybiegł Lou i zdjął Niallera z mojego przyjaciela, po czym rzucił blondynka na fotel. W obronie chłopaka wskoczyłam Tomlinsonowi na plecy, przez co ten upadł twarzą na ziemię, jak dobrze że w salonie jest dywan. Lou udając bardzo zdenerwowanego zrzucił mnie z siebie i usiadł na  mnie zaczynając mnie łaskotać. Eryk zatrzymywał Horana, żeby ten mi nie pomógł, a ja piszczałam przez śmiech. W końcu dziewczyny się nade mną zlitowały i rzuciły się na Tommo grożąc mu, że zjedzą mu wszystkie marchewki, jeżeli mnie nie zostawi. Myślałam, że po tym zakończymy całą "bitwę", ale bardzo się myliłam. Po chwili do pomieszczenia wpadł Dan, Josh, Zayn i Li, którzy zaczęli pryskać na wszystkie strony i w każdego bitą śmietaną w sprayu. Oczywiście każdy od razu rzucił się w stronę kuchni, żeby znaleźć sobie coś do obrony. Jako, że za mną biegał Liam to wzięłam szybko z blatu łyżeczki, na co on zaczął przeraźliwie piszczeć i uciekać po całym domu krzycząc, że "to cios poniżej pasa". Ganiałam chłopaka po salonie, gdy nagle oberwałam... SZYNKĄ PROSTO W TWARZ. Dacie wiarę? Dostałam szynką. Chyba gorzej być nie mogło. Spojrzałam wściekła na sprawcę tego oto incydentu i zauważyłam turlającego się ze śmiechu Zayna. Szybko pobiegłam do lodówki i wyjęłam z niej dwa jajka. Mulat nawet nie zauważył kiedy nam nim stanęłam, bo nie mógł opanować swojego śmiechu. Szybko rozbiłam jajka o stolik, przy którym leżał Zayn, który po chwili miał żółtka z białkami we włosach.
- Oj, przesadziłaś! – rozdarł się zdenerwowany i już prawie się na mnie rzucił, ale dostał bitą śmietaną po twarzy.
Mniej więcej tak minął nam czas odkąd Hazz wyszedł z Alex. Dom wygląda... źle. Nawet bardzo. Wyczuwam wzywanie ekipy sprzątającej (znowu), bo wielki syf!

*perspektywa Harrego*

Po zjedzonej kolacji w restauracji wybraliśmy się spacerkiem, bo tak chciała Alex, nad Tamizę. To właśnie tu chcę ją zapytać, czy zgodzi się na związek ze mną. Zależy mi na niej, a dzisiejszy wieczór, bez żadnych kłótni i niemiłych słów uświadomił mi to bardziej niż przedtem. Spojrzałem na jej rozpromienioną twarz i na mojej również pojawił się szeroki uśmiech. Nie wiedziałem od czego zacząć, ale musiałem w końcu się przełamać.
- Alex – szepnąłem zwracając na siebie uwagę dziewczyny. – Chciałem ci powiedzieć, że bardzo ucieszyłem się, gdy zgodziłaś się ze mną umówić. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło i ten wieczór, jest jednym z najlepszych jakie przeżyłem w tak cudownym towarzystwie i...
- Harry – przerwała mi spokojnym tonem, a ja wbiłem swój wzrok w jej niebieskie tęczówki, których przekazu nie potrafiłem zidentyfikować. – Wiem, co chcesz powiedzieć. Cieszę się, że mnie zaprosiłeś i naprawdę cudownie się bawiłam, ale nie zgodzę się na związek.
- Rozumiem – powiedziałem bezgłośnie i spuściłem wzrok, na co ona złapała moją twarz w dłonie nakazując tym samym, bym na nią spojrzał.
- To nie jest tak, że nic dla mnie nie znaczysz. Sądzę, że masz swoje życie i nie powinnam się w nie pakować. To nie ma sensu Harry. Ja już niedługo wrócę do Polski, a ty... Ty tu zostaniesz i zaczniesz znowu koncertować, zaczniesz pracować i nie będziemy mieć dla siebie czasu. Związki na odległość nie mają sensu. Nie gniewaj się na mnie, proszę.
Gdy wypowiadało ostatnie zdanie nadal wpatrywała się w moje oczy. Tym razem potrafiłem odczytać przesłanie jej tęczówek. Wykazywały strach, zagubienie, ale jednocześnie szczęście i bezpieczeństwo. Delikatnie gładziła mój policzek nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Tylko jeżeli ty nie będziesz się na mnie gniewała o to – powiedziałem i złączyłem nasze usta w pocałunku.
Trwał on dość długo i przekazaliśmy w nim chyba wszystkie swoje uczucia. Alex od razu go odwzajemniła. Nie ukrywam, że miałem do niej żal o to, że się nie zgodziła, tym bardziej, że sama przyznała, że jednak coś dla niej znaczę. Po kilku, bądź nawet kilkunastu minutach oderwaliśmy się od siebie. W oczach blondynki teraz dominowała jedynie niepewność, nie dostrzegłem nic więcej.
- Powinniśmy już wracać – powiedziała i odwróciła się zmierzając w stronę domu.
Szybko dogoniłem dziewczynę i razem wracaliśmy do mieszkania. Droga minęła nam całkiem szybko i wesoło. Ciągle rozmawialiśmy. Miałem ochotę powtórzyć sytuację znad Tamizy, ale miałem pewne obawy. W końcu sama powiedziała nie, więc chyba powinienem dać jej spokój.

*perspektywa Katrin*

Siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w ekran laptopa. Na moim ramieniu spał Niall, natomiast na moich kolanach Sky. Pisałam właśnie z Carmen, która opowiadała mi o swoich nowych przeżyciach. Stęskniłam się za ta dziewczyną, ale pewnie już niedługo się zobaczymy jako, że jesteśmy razem w szkole. Niestety nie w tej samej klasie, bo ona jest na innym profilu, ale na każdej przerwie się widzimy.
C: No i to by było tyle. Jak po urodzinach Kitty?
J: Interesująco szczerze mówiąc. Szkoda, że ciebie nie było.
C: Nie przejmuj się mną i tak niestety bym nie mogła. Musiałam zajmować się bracholem, bo mama z tatą pracowali, a babcia jest chora. ;//
J: Ale i tak szkoda. Nadrobimy to, prawda?
C: Pewnie. Poza tym już niedługo szkoła i będziemy się widywać codziennie.
J: No niby tak. Car, ja kończę. Oczy mi się same zamykają. Kolorowych. ;*
C: Rozumiem. Słodkich Kitty. ;*
Wyłączyłam facebooka i wpadłam jeszcze na moją "ulubioną" plotkarską stronkę. Oczywiście nasze zdjęcia z mojej imprezy. Ja z Niallem w trakcie wyposażania Sky'a i nic więcej. Żadna nowość. Wyłączyłam laptopa i delikatnie wygrzebałam się z łóżka, żeby nie obudzić Horana. Niestety pieska musiałam obudzić. Popatrzyłam na niego i szeroko się uśmiechnęłam. Zeszłam jeszcze na dół, a biała kuleczka zbiegła za mną. Gdy byłam na ostatnim schodku do domu weszła Alex z Harrym, którzy widząc dom wymazany bitą śmietaną, ketchupem oraz miejscami plasterkami szynki spojrzeli na mnie pytająco.
- Kat, co się tu stało?! – wykrzyczał chłopak.
- Cicho. Wszyscy śpią. Spokojnie, jutro zadzwonimy po ekipę – puściłam im oczko i spojrzałam na siedzącą obok mojej nogi kulkę.
- Kat, a co to jest obok ciebie? – zapytał z dziwną miną Harry.
- To jest pies Hazz, nazywa się Sky – uśmiechnęłam się, a maluch uroczo zamerdał ogonkiem.
- Rozumiem.
- I jak po waszej randce? – wyszczerzyłam się i popatrzyłam na zmieszaną parę.
- Dobrze – odpowiedziała blondynka. – Jestem zmęczona. Dobranoc.
Weszła na górę wymijając mnie po drodze, a ja spojrzałam pytająco na loczka, który również powiedział dobranoc i zniknął na górze. Pokiwałam głową zdezorientowana całą sytuacją i weszłam do kuchni, a następnie nalałam sobie soku do szklanki. Wypiłam duszkiem wszystko, co w niej było i z powrotem udałam się na górę. Oczywiście Sky nie opuszczał mnie na krok, co było dla mnie dość zabawne. Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam na łóżko obok blondaska, po chwili koło moich nóg leżał oczywiście piesek. Spojrzałam jeszcze na słodko śpiącego Horana i odpłynęłam. Obudziłam się dość późno, bo o 10:56. Leniwie przetarłam oczy i spojrzałam jeszcze raz na zegarek.
- Nie! – rozdarłam się i spadłam z łóżka.
Na szczęście Nialla nie było już w pokoju, więc go nie obudziłam. Przecież mam na 12:00 do pracy, a już prawie 11:00. Cholera! Zapomniałam nastawić budzik. Chwyciłam szybko z szafki ubrania i pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, włosy związałam w wysokiego kucyka i ubrałam się. Założyłam jeszcze czarne szpilki, żeby było elegancko i zeszłam na dół. Pocałowałam siedzącego przy stole Niallera w policzek i przywitałam się głośnym "Dzień dobry" z resztą domowników. Chwyciłam szybko jabłko z koszyczka i pogłaskałam pieska.
- Miłego dnia, ja muszę lecieć! – rozdarłam się biegnąc do drzwi.
- Gdzie? – zapytali wszyscy.
- Praca – odpowiedziałam i otworzyłam drzwi.
- Miłego dnia – usłyszałam za sobą.
- Kocham cię – krzyknął jeszcze blondynek i zamknęłam drzwi.
Szybkim krokiem pokonałam odległość do studia i wbiegłam do recepcji. Szybko wpadłam do windy i gdy zatrzymała się ona dosłownie wypadłam z niej, ale na szczęście, albo i nie, w czyjeś ramiona.
_________________________________________

bum. wiem, wiem jest późno, ale jest i to najważniejsze. <3
wiem też, że jest krótki, ale już same mi się oczy zamykają, jestem WYKOŃCZONA.
Przykro mi Julka, ale nie zgadłaś, bo Hazz i Alex nie zamierzają być razem.
zdradzę wam, że jeszcze dużo będzie się działo między nimi, a jak to się skończy przekonacie się sami. na dziś to tyle.
miłego czytania. ;3

2 komentarze:

  1. Świetny rozdział :D Z resztą ..jak zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda :C
    Al;e rozdział genialny♥♥♥

    OdpowiedzUsuń