środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział 64.

Podniosłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Willa.
- Widzę, że na mnie lecisz – powiedział i pomógł mi się całkowicie podnieść.
- W cuda wierz – zaśmiałam się. – Ale dzięki za ratunek.
- Jak dla mnie to możesz tak częściej wpadać – puścił mi oczko, za co dostał kuksańca w ramię.
- Jasne – przewróciłam oczami i wyminęłam chłopaka.
Udałam się prosto do moich czterech ścian. Nie czułam się najlepiej. Cały czas kręciło mi się w głowie. Zdjęłam marynarkę i powiesiłam ją na oparciu krzesła, na którym chwilę później usiadłam. Zaczęłam czytać pierwsze zlecenia.

    Tytuł pracy:   Wiosenny pejzaż.
    Technika:       Farby.
    Format:          A3.
    Termin:          Do 24 sierpnia.
            Powodzenia!

Popatrzyłam w okno, żeby zastanowić się nad wyglądem pejzażu. Po chwili patrzenia w zachmurzone niebo miałam już pomysł. Wyciągnęłam potrzebne rzeczy i rozłożyłam je na swoim biurku. Już miałam brać się za obraz, gdy usłyszałam stukanie o parapet. Deszcz. W sumie to raczej była ulewa, ale kto by się tam przejmował szczegółami. Popatrzyłam chwilę na płaczące chmury i wzięłam się za obraz. Nastrój panujący za oknem wcale nie ułatwiał mi pracy, ale starałam się wystarczająco skupić.

*perspektywa Nialla*

Siedziałem na kanapie wpatrując się w ekran. Podobno to jakiś film. Nawet nie wiem o co w nim chodzi. Wszyscy siedzą i tępo patrzą na dalsze losy bohaterów telenoweli, a ja... Ja rozmyślam. Na moich kolanach śpi Sky, za oknem pada deszcz, a za godzinę Kat kończy pracę. Może byśmy się gdzieś wybrali? Dawno nigdzie nie byliśmy...
- Niall – usłyszałem głos Eryka.
- Tak? – zapytałem zdezorientowany.
- Trzy razy pytałem czy chcesz coś do jedzenia – pokiwał głową chłopak.
- Jedzenie? Nie, dzięki – powiedziałem i przeniosłem wzrok na pieska.
- Niall, dobrze się czujesz? – zapytała Danielle.
- Tak, wszystko ok.
- Jesteś pewny? – tym razem Alex.
- Tak. Gdybym nie był to bym nie mówił. Przypilnujecie Sky'a?
- Jasne – odpowiedziała Pezz. – Jest uroczy. A gdzie się wybierasz, jeżeli możemy wiedzieć?
- Po Kat, a później pewnie z nią, coś zjeść, albo coś – tłumaczyłem dając blondynce pieska.
- Rozumiemy. Bawcie się dobrze – powiedział z uśmiechem Harry.

*perspektywa Katrin*

Właśnie sprzątałam miejsce swojej pracy, gdyż na dziś ona się kończyła. Strasznie szybko zleciał mi czas. Zrobiłam 3 obrazy, z których efektu jestem zadowolona. Odłożyłam wszystkie rzeczy, a kartki z obrazami, które musza jeszcze przeschnąć położyłam na biurku. Założyłam marynarkę i spojrzałam w okno. Jak dobrze, że nie pada i trochę się przejaśniło.
- Soph, idziesz już? – zapytałam wychodząc ze swojego biura.
- Jeszcze. Muszę dokończyć – usłyszałam stłumiony głos dziewczyny.
- Rozumiem.
- To do jutra!
- Cześć! – odpowiedziała, i ja ruszyłam w stronę windy, ale ktoś na mnie skoczył przez co wylądowałam na ziemi. – Zabiję.
- Nie bij, proszę – usłyszałam Davida.
- Złaź ze mnie! Ja cię nie będę biła. Tylko cię uduszę.
- Zejdę, jak obiecasz, że to przeżyję – powiedział rozbawiony.
- Dobra, złaź. Przeżyjesz – powiedziałam i poczułam jak chłopak wstaje, a po chwili podał mi rękę, żebym zrobiła to samo, co on.
- To co? Idziesz do domu? – zapytał Kuba podchodząc do nas z Willem.
- Miałam taki zamiar, ale ktoś mnie zatrzymał – posłałam Davidowi mordercze spojrzenie.
- Może pójdziesz z nami coś zjeść?
- Chciałabym, ale musze sprawdzić, czy mój tymczasowy dom jeszcze stoi. Po moich współlokatorach wszystkiego można się spodziewać.
- To chodź! Odprowadzimy cię – wyszczerzył się Will i po chwili ciągnął mnie razem z chłopakami do windy.
Cały czas się śmialiśmy. Przed wyjściem pożegnaliśmy się z Jenny (recepcjonistka, która pracuje na samym dole wieżowca) i wyszliśmy. Na wprost od wejścia zobaczyłam srebrny samochód, o który oparty był blondyn w ciemnych okularach. Na mój widok chłopak szeroko się uśmiechnął, na co ja zapiszczałam.
- Niall! – krzyknęłam i podbiegłam do chłopaka rzucając mu się na szyję.
- Cześć kotku – zaśmiał się chłopak.
- To my nie przeszkadzamy! – usłyszałam chłopaków. – Do jutra Kat!
Nie odpowiedziałam tylko nadal stałam wtulona w blonydna, który cicho chichotał. Cieszyłam się, że przyjechał. Nie tylko dlatego, że Will trochę mnie denerwuje, ale również dlatego, że ostatnio nie mamy wcale czasu dla siebie. Po chwili delikatnie odsunęłam się od Horana, ale nadal miała splecione ręce na jego szyi.
- Czyli niespodzianka się udała – zaśmiał się słodko.
- Zdecydowanie tak!
- Powinienem być zazdrosny? – zapytał nagle, a ja zmarszczyłam brwi oczekując jakichś wyjaśnień z jakiego powodu miałby być. – Wyszłaś z budynku w towarzystwie trzech chłopaków.
- Nie masz o co – zaśmiałam się patrząc w jego oczy. – Oni ze mną pracują.
- Skoro tak sądzisz to ci wierzę, a teraz chodź. Idziemy coś zjeść – otworzył przede mną drzwi, a ja szybko wślizgnęłam się do samochodu.

*perspektywa Perrie*

Mam dość. Już ponad godzinę się kłócą. To są jakieś żarty, prawda? Sądzą, że jak są w kuchni to my ich nie słyszymy? Naprawdę są aż tak głupi? Przecież te dwa pomieszczenia dzieli tylko jedna ściana, a oni drą się tak bardzo, że zagłuszają nam plazmę, która jest już na full.
- Koniec! – rozdarłam się wstając. – Jeżeli ktoś ich zaraz nie uciszy to nie wytrzymam!
- Spokojnie, zaraz im przejdzie – próbował mnie uspokoić Zayn.
- Żarty sobie robisz? To samo mówiłeś pół godziny temu – wywróciłam oczami i spojrzałam na Eryka. – Znasz ją. Długo tam może?
- Alex? – zaśmiał się nerwowo. – Wieczność, a Harry?
- Tak samo – odpowiedział Dan.
- To nie ma sensu. Trzeba coś z nimi zrobić – powiedziałam zdenerwowana.
- Niby co? – zapytał Josh.
- Trzeba z nimi pogadać. Przecież wczoraj byli na randce. To dlaczego dzisiaj się kłócą?
- Może coś się stało na tej randce? – zaczął rozmyślać Lou, a ja uderzyłam się ręką w czoło.
- Nie no Louis geniuszu! Nikt by na to nie wpadł! – powiedziałam z sarkazmem i w tej samej chwili drzwi mieszkania się otworzyły, a krzyki w kuchni ucichły.
W mieszkaniu pojawiła się Kat, a za nią Niall. Po chwili z kuchni wyszli uśmiechnięci Alex i Harry, których zmierzyłam wzrokiem, a następnie popatrzyłam na pozostałych. Mieli dziwne miny i cały czas spoglądali na Katrin albo na blondynkę z loczkiem.
- Aż tak się jej boicie? – zapytałam zdziwiona tych drugich.
- Kto się kogo boi? – Alex próbowała udawać, że nie wie o co chodzi.
- Pezz – zwróciła się do mnie zdezorientowana Devine. – Co się stało?
- Kitty – zaczęła blondynka. – Nic się...
- Alex! Cicho. Pytałam Pezz nie ciebie – posłała jej mordercze spojrzenie, a później spojrzała na mnie wyczekująco. – Więc?
- Przez ponad godzinę się kłócili! Ponad godzinę! Rozumiesz to?! Tego się nie dało wytrzymać! Siedzieli w kuchni, a ja myślałam, że siedzą tuż obok mnie i drą mi się wprost do ucha! – wybuchłam próbując się opanować. – Naucz mnie tego, co ty potrafisz, błagam.
- Kłóciliście się? – dziewczyna zignorowała moją prośbę i stanęła na wprost wybuchowej pary.
- Nie – próbowali się na zmianę tłumaczyć. – My tylko...
- Dość – pokiwała głową i spojrzała na swojego przyjaciela znacząco. – Eryk?
- Jasne, rozumiem – chłopak od razu się podniósł. – Alex, wychodzimy.
- Chyba cię głowa boli, idioto – wywróciła oczami blondynka. – Ja nigdzie...
- Alex idziesz z Erykiem i to już, albo uwierz mi, że będzie z tobą źle – powiedziała poważnie Kat na co Harry cicho się zaśmiał. – Hazz? Z czego się śmiejesz?
- Z tego, że to ona obrywa – pokazał jej język loczek.
- Doprawdy? Ona oberwie od Eryka, a ty kochaniutki, idziesz ze mną i to już – była tak poważna, że nawet mnie zaczęła przerażać.
- Może ja lepiej pójdę z Erykiem, a ty idź z Alex i...
- Nawet nie próbuj swoich gierek. Poszłabym z wami razem, ale pewnie musiałabym was przekrzykiwać. Eryk cię nie zna i nie będzie umiał poznać kiedy go okłamiesz, więc widzę cię tu za minutę ubranego, bo jak nie to inaczej sobie pogadamy.
Eryk wyszedł razem z blondynką. Też nie był zadowolony z całej sytuacji i jestem pewna, że dziewczyna dostanie niezłe kazanie. Mam nadzieję. Natomiast Harry... Już po kilku sekundach był na dole i dopinał spodnie. Najwyraźniej serio przestraszył się malutkiej Katriny. Jeszcze jej nie znam i właśnie to zauważam. Rozejrzałam się po pokoju. Wszyscy mieli zdzwione miny i wgapiali się w drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła Kat z loczkiem. Usiadłam z powrotem obok Zayna, a Niall (najwyraźniej zdenerwowany) zajął poprzednie miejsce Eryka i burknął coś pod nosem.
- Niall, co jest? – zapytał Josh.
- Nic – odpowiedział wymijająco blondyn podnosząc pieska, który skakał na jego nogę.
- Przecież widzimy – skomentowała El.
- Po prostu denerwuje mnie to, że cały czas ktoś gdzieś mi ją porywa. Przecież ona niedługo wyjedzie. Czy to takie dziwne, że chcę się nacieszyć swoją dziewczyną, którą jeszcze przy sobie mam? Najwyraźniej tak, bo cały czas ktoś ma dookoła jakieś problemy, w które ona jest zamieszana. Mam tego dość.
- Spokojnie – powiedziała łagodnie Dani. – Przecież ona zaraz wróci.
- Wiem, wiem, ale to jest denerwujące.

*perspektywa Eryka*

- Chodzimy już tak z 10 minut. Powiedz wreszcie o co poszło. Widzę, że cię to gryzie – powiedziałem, a ona podniosła swoje oczy i spojrzała prosto w moje, już wiedziałem, że coś jest nie tak.
- No bo...
______________________________________________

wiem, ze krótki, ale jestem wykończona.
nadrobię to. właśnie! to, że czasami dodaję krótkie rozdziały, nie znaczy, że już nie będzie dłuższych. po prostu mam mało czasu, albo jestem strasznie zmęczona i po prostu nie mam siły napisać niczego dłuższego. WYBACZCIE. *,*
miłego czytania. ;3

4 komentarze:

  1. pisz dalej. *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. booooskie. <3 pisz dalej. :*:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czemu nie było wczoraj rozdziału? :c
    Ale ten chociaż jest boski =3

    OdpowiedzUsuń