sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 95.

~3 dni później~

*perspektywa Nialla*

Promyki słońca wpadające przez okno wyrwały mnie z cudownego snu. Szara rzeczywistość niestety jest silniejsza niż moja wyobraźnia. Tak bardzo chciałbym, żeby już było dobrze, ale nie jest. Boli mnie fakt, że nic z tym nie mogę zrobić, ale jakoś daję radę. Jednak bardziej bolesne jest to, że moja dziewczyna się mnie boi. Nie da się opisać tego jak straszne jest to dla mnie. Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałem się i zszedłem na dół, gdzie na blacie siedziała Alex. Podniosła głowę, gdy usłyszała, że ktoś oprócz niej jest w pomieszczeniu i posłała mi blady, wymuszony uśmiech.
- Cześć Niall – szepnęła.
- Cześć. Wcześnie wstałaś.
- Nie mogłam spać.
- Koszmary?
- Rzeczywistość.
- Wiem – powiedziałem zalewając kawę gorącą wodą.
- Co jeżeli ona już się nie odezwie? Już nie chodzi tylko o nas, ale o rozprawę. Przecież będzie musiała złożyć zeznania w sądzie, a to już za kilka dni. Jeżeli ona się nie przełamie, to oni go nie wsadzą – wyrzucała z siebie, a w jej głosie słychać było strach. – Niall, jeżeli on wyjdzie, to jej nie odpuści. Będzie ją dręczył, a ona nie będzie miała siły, by mu się postawić. Zobacz w jakim jest stanie.
- Alex, proszę. Zobaczysz, że wszystko się w końcu ułoży. Muszę z nią pogadać jeszcze przed wizytą panny Fringe. Może uda mi się dojść z nią do porozumienia.
- Na pewno się uda. Zjedz coś i jedź, my przyjedziemy trochę później. Damy wam chwilę samotności.
- Nie jestem głodny.
- Niall – rzuciła ostrzegawczo. – Nie wyjdziesz z domu, dopóki czegoś nie zjesz.
- Kanapkę.
- Dwie – uśmiechnęła się.
- Jedną.
- Ugh. Dobra.
Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem robić sobie jedną kanapkę. Blondynka cały czas uważnie mnie obserwowała spod przymrużonych powiek.
- Serio? – zapytała, gdy już przygotowałem sobie jedzenie. – Musiałeś wziąć najmniejszą kromkę?
- Nie mówiłaś jaką mam wziąć.
- Następnym razem ustalę wielkość – burknęła i przeniosła wzrok na okno sącząc parującą herbatę.
Szybko zjadłem i poszedłem po samochód, by ruszyć do szpitala.

*perspektywa Katrin*

- Mogę w czymś jeszcze pomóc, panno Devine? – zapytała Mia.
Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam przecząco głową. Mia to najmłodsza pielęgniarka w całym szpitalu. Tylko 25 lat i nawet na tyle nie wygląda. Ma długie, blond włosy, które są zebrane w idealnego koka na czubku głowy, jest wysoka i szczupła. Oczy zawsze ma podkreślone czarną kredką, a rzęsy idealnie wytuszowane. Jest bardzo ładna, trzeba jej to przyznać. Posłała mi promienny uśmiech i w tym samym czasie usłyszałyśmy jak drzwi do sali się otwierają. Obie spojrzałyśmy w ich stronę i zauważyłyśmy, że stoi tam Niall. Nagle ogarnęły mną sprzeczne emocje. Z jednej strony cieszyłam się, że tu jest, a z drugiej byłam na niego zła, bo chciałam być sama. Jednak pierwsza strona wygrywała.
- To ja zostawię was samych – szepnęła szybko Mia i wyminęła w drzwiach blondyna.
On tylko uśmiechnął się lekko i podszedł bliżej łóżka, po czym przysunął sobie krzesło i usiadł na nim.
- Wszystko dobrze? – zapytał, a ja pokiwałam twierdząco głową.
Widziałam grymas malujący się na jego twarzy. Uważnie wpatrywał się we mnie, jakby wyrosła mi druga głowa.
- Porozmawiaj ze mną – szepnął zrezygnowany, a ja momentalnie zesztywniałam.
Nie zareagowałam. Dalej jedynie wpatrywałam się w niebieskie tęczówki, z których mogłam odczytać troskę, ale i ból. Chciało mi się płakać widząc, jak jego oczy zachodzą warstwą łez, która po chwili zaczęła spływać po jego policzkach.
- Przepraszam – zaczął szlochając. – Tak bardzo przepraszam, że do tego wszystkiego doszło. Obiecałem, że nie dam cię skrzywdzić i bardzo przepraszam, że na to pozwoliłem. Szukałem cię wszędzie. Gdy znalazłem twój telefon i odczytałem SMS'y, które dostawałaś... Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Wiesz przecież, że bym ci pomógł. Zrobiłbym wszystko byleby cię chronić. Przepraszam Kat. Proszę, wybacz mi. Nie wyobrażasz sobie tego, jak się czułem nie wiedząc, gdzie jesteś. Czy jesteś cała. To było najgorsze, co do tej pory przeżyłem. Przepraszam i...
- Cśś – szepnęłam przerywając jego wyznania i dotykając opuszkami palców jego policzka.
Zamilkł i wpatrywał się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Po moich policzkach również płynęły łzy i walczyłam ze sobą, by nie zabrać ręki, którą dotykałam jego twarzy. Bałam się, ale walczyłam, by pokazać mu, że nie jestem na niego zła, bo dokładnie taka jest prawda. Nie winię go. To prawda, że powinnam mu powiedzieć o tym wszystkim, ale myślałam, że to tylko pomyłka. Nie przypuszczałam, że to on przysyła te wszystkie SMS'y. Spokojną ciszę, która akurat teraz była nam potrzebna przerwał lekarz, który właśnie wszedł do sali z tym swoim szerokim uśmiechem, który zniknął, gdy tylko ujrzał nasze twarze. W sumie, co się dziwić.
- Coś się stało? – zapytał przerażony, na co obydwoje pokiwaliśmy przecząco głowami. – Niestety doktor Fringe nie mogła dziś przyjechać, ale załatwiła zastępstwo, które właśnie przyjechało. Pan Prescott za chwilę się zjawi.
Pan? O Boże. Wszystkie moje obawy właśnie się sprawdziły. Nie. Nie chcę, by zjawiał się tu jakiś facet. Naprawdę tego nie chcę. Moje myśli przerwał skrzyp drzwi. Przełknęłam głośno ślinę, ale nie odważyłam się spojrzeć w ich stronę. Wzrok cały czas miałam wbity w lekarza. Po chwili tuż obok niego pojawił się blond włosy Intruz, który szeroko uśmiechał się w moją stronę. Przeniosłam nerwowo wzrok na Horana, który widząc mój strach splótł nasze dłonie, co zdecydowanie dodało mi otuchy.
- Jeżeli panowie pozwolą to wolałbym zostać z panną Devine sam – poinformował nowoprzybyły mężczyzna, a ja nerwowo popatrzyłam na doktora i mojego chłopaka.
- Naturalnie – zareagował lekarz. – Panie Horan, proszę za mną.
Gdy zauważyłam jak Niall podnosi się z krzesła mocniej chwyciłam jego dłoń i przytrzymałam ją drugą ręką. Zarówno on jak i doktor Kowalski spojrzeli na mnie zdziwieni. Nie chciałam zostawać sama z tym nieznanym człowiekiem.
- Mam zostać? – zapytał Niall, na co ja pokiwałam twierdząco głową.
Uśmiech momentalnie zniknął z twarzy Intruza, ale nic nie powiedział. Lekarz opuścił salę, a Intruz usiadł naprzeciwko Horana, po mojej lewej stronie i zaczął zasypywać mnie pytaniami, na które odpowiadałam tylko kiwnięciami głowy. Jedyne, czego chciałam to, żeby sobie już poszedł.
- Panno Devine, musi pani ze mną porozmawiać – powiedział sfrustrowany i położył mi dłoń na ramieniu.
Szybko usiadłam i odsunęłam się od niego zadziwiając go swoim ruchem. Miał mnie nie dotykać, a jedynie ze mną rozmawiać. Jego dotyk zadziałał na mnie tak samo jak ich dotyk. Wszystko zaczęło mi się przypominać z każdym najdrobniejszym szczegółem. Pobyt w tamtym obskurnym "pokoju" i to wszystko, co mi zrobili. Zaczęłam się trząść, a po policzkach zaczęły spływać mi łzy.
- Skarbie – usłyszałam za sobą cichy szept.
Odwróciłam się i zobaczyłam wypełnione troską, błękitne tęczówki. Jeszcze bardziej się rozpłakałam i zauważyłam jak chłopak niepewnie rozchyla ramiona mając nadzieję, że się do niego przytulę. Nie chciał wykonywać żadnych ruchów sam, dawał mi czas i za to byłam mu wdzięczna. Popatrzyłam na niego niepewnie, ale gdy kolejne sceny przewijały się w mojej głowie nie wytrzymałam i mocno wtuliłam się w tors blondyna, który jedną ręką
gładził delikatnie moje włosy, a drugą plecy. Jego dotyk był kojący. Sprawiał, że czułam się bezpiecznie.
- Chyba powinien pan już iść – powiedział pewnie Niall.
- Ale...
- Proszę stąd wyjść, natychmiast – dodał twardo.
Po chwili usłyszałam jak mężczyzna wstaje, a później był tylko skrzyp drzwi oznaczający, że zostaliśmy sami.
- Już dobrze, mała – szepnął blondyn, a zamarłam i odsunęłam się trochę od chłopaka. – Co się stało?
- Oni tak do mnie mówili – wychlipałam.
- Och. Przepraszam, księżniczko – odparł szybko, a ja ponownie się w niego wtuliłam.
Nie powiem, że to była najwygodniejsza pozycja, ponieważ połowa mojego ciała nadal wisiała na łóżku. Blondyn chyba to zauważył, bo przyciągnął mnie do siebie tak, że siedziałam na jego kolanach i powoli uspokajałam się słuchając czułych słów, jakie chłopak szeptał.

*perspektywa Nialla*

Kołysałem w ramionach śpiącą dziewczynę, gdy w całej sali rozległ się lekki skrzyp drzwi i wpadli do niej wszyscy przyjaciele.
- Cśś – uciszyłem ich szybko, na co oni (o dziwo) się zamknęli.
- Ona cię przytula – powiedział zdziwiony Harry.
- Odezwała się? – zapytała szybko Alex.
- Tak. Wiadomo kiedy stąd wyjdzie?
- Zaraz się dowiem – zareagował Josh i razem z Erykiem poszli do lekarza.
- Rozprawa została przesunięta – poinformował Liam.
- Na kiedy?
- Piątek.
- Ale to za trzy dni.
- Dokładnie tak – potwierdził Zayn.
- Coś ty jej zrobił, że się odezwała? No i że cię przytula? – pytał Louis.
- Lepsze jest to, że nic szczególnego – wyszczerzyłem się i mocniej przytuliłem do siebie brunetkę.
- Możemy ją zabrać do domu jutro – uśmiechnął się Eryk wchodząc na salę.
- Świetnie. Chociaż jedna, dobra wieść. Tylko nie rozumiem, dlaczego przesunęli rozprawę i to o tydzień.
- Paul chce, żebyśmy szybko wrócili do koncertowania no i naszym oskarżonym prawie udało się zwiać – wyjaśnił Harry.
- Wzmocnili ochronę i chcą to jak najszybciej załatwić – dokończył Zayn.
- Z jednej strony to dobrze. Mam nadzieję, że ich zamkną – dodałem, na co wszyscy się ze mną zgodzili.
__________________________

no i mamy 95. rozdział. *.*
kiedy to wszystko zleciało? ;o
miłego czytania. ;3

+ dziękuję Magdzie za nominację, ale niestety na nią nie odpowiem. ;)

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 94.

~2 tygodnie później~

*perspektywa Nialla*

Od dwóch tygodni nic się nie zmieniło. No może trochę. Codziennie wszyscy siedzimy w szpitalu. Katrin została przewieziona na normalną salę, gdzie po wielkich błaganiach możemy z nią siedzieć wszyscy. Paul ponad tydzień temu wrócił do Londynu, aby promować naszą nową płytę. Perrie musiała wrócić wczoraj, ponieważ dzisiaj ma koncert. Eleanor i Danielle również musiały wrócić, tak samo jak Dan, ale cały czas dzwonią i pytają, czy nic się nie zmieniło. Sądzę, że stan psychiczny wszystkich - już się poprawił. Chociaż na pewno nie do końca, ponieważ każdy boi się, że Kat już się nie obudzi, ale wszyscy mamy nadzieję. Wierzymy, że nas nie zostawi.
- Przynieśliśmy wam kanapki – usłyszeliśmy głos pani Devine wchodzącej razem z mężem na salę.
- Dzięki mamo, jesteś kochana – uśmiechnął się do niej lekko Josh odbierając pakunek.
- Ja dziękuję – powiedziałem nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
- Niall, nie jadłeś już od... nawet nie wiem od ilu – odezwała się Alex.
- Nie mam ochoty na jedzenie, naprawdę.
Wszyscy popatrzyli na mnie jak na idiotę, na co ja wywróciłem oczami. Cały czas trzymałem dłoń Katriny. Nagle poczułem jak lekko ściska moją rękę. Otworzyłem szerzej oczy i patrzyłem na nią zdziwiony. Jeszcze raz uścisnęła moją dłoń, nie był to mocny uścisk, ale taki delikatny, jednak ja to poczułem. Wpatrywałem się w dziewczynę.

*perspektywa Katrin*

Słyszałam głosy. Dużo, różnych głosów. Nie potrafiłam ich odróżnić, robiłam wszystko, co mogłam by się poruszyć albo otworzyć oczy. Siłowałam się z niesamowicie ciężkimi powiekami.
- Zamknijcie się! Ona się chyba budzi – usłyszałam czyjś głos.
Otworzyłam oczy, po czym szybko je zamknęłam, ponieważ zostałam oślepiona przez bardzo jasne światło. Powoli mrugnęłam kilka razy, aby przyzwyczaić oczy do światła, które panowało w białym pomieszczeniu. Rozejrzałam się. Dookoła łóżka siedziało kilka osób. Nie rozpoznawałam ich. Wszyscy patrzyli na mnie, a ja... Ja się ich po prostu bałam. Przenosiłam nerwowo wzrok z jednej twarzy, na drugą.
- Kat – szepnął nagle chłopak po prawej stronie i chyba chciał dotknąć mojego policzka, ale przekręciłam twarz.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Jego brązowe włosy opadły mu na czoło, gdy trochę się pochylił, a szaroniebieskie oczy wpatrywały się we mnie, jakby ze strachem.
- Powiadomię lekarza, że się obudziła – powiedział chłopak w bluzce w paski siedzący obok bruneta.
Przeniosłam wzrok na swoją dłoń, na której poczułam lekki ucisk. Zobaczyłam, że chłopak po drugiej stronie trzyma moją dłoń. Głośno wciągnęłam powietrze i wpatrywałam się w nasze splecione palce. Zauważyłam opatrunek na swoim nadgarstku i wszystko do mnie dotarło. Wszystko przewijało się przez moją głowę, jakby ktoś odtwarzał film. Powoli przenosiłam wzrok po ręce chłopaka, który mnie trzymał, aż dotarłam do jego twarzy i zauważyłam śliczne, niebieskie tęczówki wpatrujące się we mnie z wyczuwalną troską. Nie wyglądał jednak tak, jak w mojej pamięci. Był znacznie chudszy, a jego twarz była tak blada, że prawie zlewał się ze ścianami. Nagle usłyszeliśmy skrzyp drzwi i w sali pojawił się starszy mężczyzna o blond włosach i okularach na nosie, najprawdopodobniej lekarz, a obok niego chłopak w koszulce w paski. Lekarz chwilę mi się przyglądał, po czym z jego twarzy zniknął uśmiech i popatrzył na pozostałych.
- Możecie na chwilę wyjść? – zapytał, na co wszyscy skinęli głowami.
Nie chciałam zostawać z nim sama. On był... był mężczyzną. Patrzyłam na niego starając się nie pokazać tego, jak bardzo się go boję, co najwyraźniej mi się udało. A może nie? Usłyszeliśmy dźwięk zamykanych drzwi i lekarz uśmiechnął się do mnie blado.
- Nie musisz się mnie bać, Katrin – powiedział. – Pamiętasz wszystko?
Nie odpowiedziałam, pokiwałam jedynie twierdząco głową i nadal patrzyłam na lekarza. Był zdziwiony brakiem odpowiedzi, ale próbował to ukryć.
- Dobrze się czujesz? – zapytał, na co ponownie skinęłam głową. – Umówię cię na spotkanie z psychologiem.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie chcę, żadnego spotkania, a już na pewnie nie z psychologiem. Brakuje mi tylko tego, aby ten cały psycholog był facetem. Może jeszcze zostawią mnie z nim samą?!
- Spokojnie. Panna Fringe zada ci tylko kilka pytań – wyjaśnił widząc moje zakłopotanie. – Zawołać twoich przyjaciół?
Pokiwałam szybko przecząco głową. Chciałam być sama, tylko tego teraz potrzebowałam.

*perspektywa Alex*

Czekaliśmy wszyscy na korytarzu. Doktor Kowalski długo nie wychodził z sali. Mieliśmy złe przeczucia, ale nadal cieszyliśmy się, że się wybudziła. Nagle mężczyzna wyszedł z sali, ale jego mina była poważna, zbyt poważna jak na akurat tego lekarza. Wszyscy spojrzeliśmy na niego, na co on głośno odetchnął.
- Odezwała się do was? – zapytał.
- Nie – odpowiedziałam za wszystkich.
- Obawiam się, że ostatnie wydarzenia ją przytłoczyły. Jednak mimo to nie powinny się na niej odbijać tak bardzo. Porozmawiam z panią psycholog i umówię ją na wizytę. To wszystko.
- Możemy do niej wejść?
- Przykro mi, ale ona tego nie chce. Nie mam na to wpływu – powiedział, a ja poczułam jak coś we mnie pęka.
- Ja też nie mogę?
- Obawiam się, że nie Alexandro.
- Proszę. Jeżeli będzie chciała to wyjdę. Ona boi się płci przeciwnej, to samo było za pierwszym razem. Muszę do niej wejść.
- No dobrze. Ale jeżeli powie, żebyś wyszła to, to zrób – oznajmił i odszedł.
Zamknęłam na chwilę oczy przygotowując się psychicznie na rozmowę z Kitty i weszłam do sali. Leżała tyłem do drzwi i patrzyła w okno. Nie reagowała na nic. Nawet nie drgnęła słysząc skrzyp drzwi. Niepewnie weszłam w głąb pomieszczenia i przysunęłam sobie koło łóżka stołek, po czym usiadłam na nim. Położyłam jej rękę na ramieniu, na co ona jak oparzona podniosła się i odsunęła ode mnie jak najdalej mogła, jednak gdy mnie ujrzała odetchnęła z wyraźną ulgą.
- Kitty – szepnęłam, a ona wpatrywała się we mnie.
Nie odpowiedziała. Jedynie patrzyła. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. To było przerażające.
- Wszystko dobrze – zapytałam, a ona jedynie pokiwała przecząco głową. – Boisz się?
Znowu pokiwała, ale tym razem twierdząco. Nie wiedziałam, co mam jej teraz powiedzieć.
- Będzie dobrze, Kitty.
Na dźwięk tych słów w jej oczach zebrały się łzy, które zaczęły spływać po jej policzkach. Wstałam, żeby ją przytulić, ale odsunęła się na sam brzeg łóżka, więc z powrotem usiadłam. Nie wiedziałam, co powinnam, a czego nie powinnam teraz zrobić.
- Przepraszam.
Brak reakcji był najbardziej bolesny.
- Mam cię zostawić? – zapytałam z nadzieją, że powie, że nie, ale ona kiwnęła twierdząco głową.
Zabolało. Cholernie zabolała mnie jej reakcja. Wstałam i ruszyłam do drzwi. Złapałam klamkę i spojrzałam na dziewczynę, która najwyraźniej czekała, aż wyjdę. Nacisnęłam klamkę i wyszłam z pomieszczenia. Wszyscy patrzyli na mnie czekając, aż im coś powiem. Jednak całkowicie ich zignorowałam. Usiadłam na kolanach Harry'ego i wtulając głowę w jego tors - zaczęłam płakać.
_______________________________

witajcie. :)
tym razem bez opóźnienia.
wszystko jest.
już tylko 6 rozdziało. ;_;
do następnego! ;*

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 93.

~około 4:30 - noc~
Dom Katriny.

Wszyscy siedzieli w salonie. Eryk włączył jakiś film, którego nikt nie oglądał. Każdy był pochłonięty swoimi myślami. Myślami o bezpieczeństwie bliskiej im brunetki. Gdy film przerwały reklamy oraz kolejne ogłoszenie, w którym pokazane było zdjęcie szatyna - wszyscy wpatrywali się w ekran z obrzydzeniem, a także ogromnymi nerwami. Dylan nie był dla nich człowiekiem, był  Nagle w całym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Nikogo się nie spodziewali, więc nie ukrywali, że lekko ich to przestraszyło. Niall wstał z miejsca i poszedł do drzwi, by je otworzyć. Był bardzo zdziwiony, gdy zobaczył w progu dwóch policjantów, jednak bez wahania wpuścił ich do środka, po czym zawołał przyjaciół. Już po chwili wszyscy stali w przedpokoju i patrzyli wyczekująco na mundurowych.
- Przepraszamy za tak późne najście. Zgłosił się do nas mężczyzna, który twierdzi, że widział niejakiego Dylana Blacka w towarzystwie jakiegoś chłopaka oraz dziewczyny na obrzeżach miasta. Gdy pokazaliśmy mu zdjęcie Katriny od razu ją rozpoznał. Stwierdziliśmy, że powinniście to wiedzieć – poinformował jeden z policjantów.
- Wiecie, gdzie dokładnie? – zapytała szybko Alex.
- Tak. Służby właśnie szykują się do wyjazdu.
- Jedziemy z wami – zareagował blondyn. – Możemy, prawda?
- Oczywiście. W takim razie proszę się zbierać. Jada państwo swoim samochodem, czy radiowozem?
- Pojedziemy busem – powiedział Liam trzymając w ręku kluczyki.
- Dobrze. Jednak jadą państwo na samym końcu i nie wchodzą do pomieszczenia dopóki antyterroryści nie poinformują, że w środku jest bezpiecznie. Zrozumiano?
- Oczywiście – potwierdzili razem.
Wszyscy zebrali się i wpakowali do czarnego busa dziękując w duchu Paulowi za to, że postawił go pod dom. Wszyscy się w nim zmieścili i nawet zostało trochę miejsca. Ruszyli za radiowozem i dojechali pod sam komisariat, gdzie zostali poinformowani o środkach bezpieczeństwa i wszystkim innym, po czym ruszyli za wszystkimi radiowozami. Przed nimi długa droga...

~około 5:05 - noc~
Miejsce pobytu Katriny.

Słońce. Największy wróg dziewczyny powoli się podnosił. Przerażenie wzrosło. Czuła, że za chwilę on się zjawi i znowu jej to zrobi. Nie chciała go widzieć, nie chciała, żeby ją dotykał. Wszystko, co robił przyprawiało ją o mdłości. Z niepokojem obserwowała jak olbrzymia, oświetlająca wszystko gwiazda wschodzi. Zdecydowała się na desperacki krok. Wiedziała, że nie uda jej się stąd wydostać. Przeszukała wszystkie kąty w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc. Pod łóżkiem znalazła szkiełko. Bała się, ale wiedziała, że ból będzie lepszy niż to, co oni z nią zrobią. Zacisnęła mocno szkiełko w ręce i przyłożyła do lewego nadgarstka. Ze łzami w oczach zrobiła pierwszą linię. Ból był okropny, ale lepszy niż to, co przeżyła w trakcie pobytu w tym miejscu. Nagle usłyszała hałasy dobiegające z góry. Wiedziała, że za chwilę się pojawią w jej "pokoju". Zacisnęła mocno oczy i z całej siły przycisnęła szkiełko do skóry, po czym mocno po niej przejechała. Krew lała się z nadgarstka, a przed jej oczami pojawiły się małe plamki oznaczające zanikanie. Wszystko zaczęło wirować. Usłyszała okropny skrzyp drzwi i szybko odwróciła się w ich stronę. Nie zobaczyła tam żadnego z nich,
ale zobaczyła osobę, za którą niesamowicie tęskniła i której potrzebowała w ostatnie dni. Chłopak patrzył na nią z przerażeniem. W sumie chyba nikt nie powinien się dziwić jego reakcji. Całe jej ciało pokryte było siniakami, porwane ubrania i rozcięty szkłem nadgarstek. W dodatku jej twarz... Rozcięta warga, zadrapania oraz ogromnej wielkości ślad po uderzeniu na policzku. Z jej oczu łzy wypływały teraz potokami.
- Niall – wyszeptała bardziej do siebie.
Czuła, że długo nie ustoi, że za chwilę padnie na ziemie i może już nigdy więcej się nie obudzi. Obydwoje wpatrywali się w siebie i płakali. Płakali jak jeszcze nigdy w życiu.
- Przepraszam – szepnęła nagle, po czym straciła przytomność i opadła na ziemię.
Chłopak zaszlochał głośno i szybko do niej podbiegł. Uklęknął przed nią i dzwoniąc po karetkę oberwał dół swojej bluzki robiąc z niego opaskę uciskową tuż nad raną brunetki.
- Proszę, nie. Obudź się. Nie zostawiaj mnie – błagał, ale jego prośby były na marne.
Ona nic nie słyszała. Tracił ją, właśnie teraz i było to bardziej bolesne niż całe dziesięć dni bez niej. Umierała na jego oczach, a to najgorsze, co może być. Nagle do pomieszczenia wpadli sanitariusze. Odciągnęli blondyna i zaczęli reanimować dziewczynę. Patrzył na to, patrzył jak starają się przywrócić jej życie. Kolejni lekarze przybiegli i na noszach wywieźli dziewczynę, a on biegł za nimi błagając, by ją ratowali, by nie pozwolili jej zginąć. Nie pozwolili mu jechać z nimi. Zatrzasnęli drzwiczki karetki przed płaczącym chłopakiem i odjechali na sygnale. Harry z pomocą Zayn'a zabrali Horan'a do busa, a Louis z Liam'em zrobili to samo z Joshem, po czym wszyscy ruszyli za karetką.

~około 7:10 - rano~
Szpital w Warszawie.

Wszyscy siedzieli na niewygodnych, plastikowych krzesełkach tuż przed salą
operacyjną. Minęła już godzina, a oni nadal niczego się nie dowiedzieli. Nikt nie opuścił sali. Nerwy rosły z każdą sekundą, tak samo jak strach. Każdy starał się wytrzymać. Jedynie Niall nie siedział na krześle. Siedział pod ścianą i płakał. Widział ją i obawiał się najgorszego. Nie chciał jej stracić. Śmiem sądzić, że nikt, z zebranych na szpitalnym korytarzu osób, nie potrafiłby pozbierać się po tak wielkiej stracie, jaką byłoby odejście brunetki. Wierzyli jednak, że ona przeżyje. Mieli nadzieję, a jak wiadomo - nadzieja umiera ostatnia.

~około 8:55 - rano~
Szpital.

Salę opuścili lekarze i jeden z nich zbliżył się do zebranych przyjaciół. Horan szybko podniósł się z zimnej podłogi, a pozostali wstali ze swoich miejsc. Każdy patrzył na lekarza, który miał kamienny wyraz twarzy.
- Josh – zwrócił się lekarz do chłopaka. – Mam mówić przy wszystkich, czy...
- Przy wszystkich – odpowiedział szybko. – I po angielsku jeżeli pan może.
- Dobrze. Jej stan nie jest najlepszy. Musiała wiele przeżyć i jest to naprawdę straszne. Udało nam się przywrócić pracę serca, ale Katrin jest w śpiączce.
- Kiedy się z niej wybudzi?
- Nie chcę dawać wam nadziei, więc powiem wam prawdę. Są małe szanse, że się wybudzi, a jeżeli już tak się stanie to możliwe, że niczego nie będzie pamiętała. Jednak szansa na jej wybudzenie jest jak jeden do miliona. Przykro mi.
- Możemy do niej wejść? – zapytał Josh.
- Jedna osoba. Dziesięć minut.
Szybko zakończył to, co miał do powiedzenia i odszedł, by nie patrzeć jak bliscy dziewczyny się załamują. Musiał powiadomić jeszcze jej rodziców, bo był świadomy, że w obecnym stanie młodzi ludzie pewnie o tym zapomnieli. Doktor Kowalski był lekarzem rodzinnym Devine'ów, więc znał Katrin oraz Josha bardzo długo, między innymi dlatego nie chciał patrzeć jak po tej wiadomości starszy brat się załamuje. Z ich rodzicami bardzo dobrze się znali, ponieważ jest on znajomym taty Josha oraz Katriny i często u nich bywał. Osobiście bardzo ich wszystkich lubił, dlatego właśnie sam miał nadzieję, że dziewczyna się wybudzi. Gdy lekarz zmierzał do swojego gabinetu, przyjaciele zastanawiali się, kto wejdzie do dziewczyny i chyba udało im się to uzgodnić.
- Niall – zaczął Josh. – Idź. My wytrzymamy.
- Jesteście pewni?
- Tak. Ona na pewno chciałaby, żebyś to ty tam poszedł – powiedziała szybko Alex, a wszyscy przyznali jej rację.
Blondyn uśmiechnął się do wszystkich blado, po czym ruszył. Wszedł na salę i zobaczył ją. Bardziej bladą niż, gdy ujrzał ją w tamtym pomieszczeniu. W jego oczach zebrały się łzy, łzy szczęścia. Żyła. Wierzył, że skoro tyle jej się udało to teraz też nie umrze. Jego wiara była tak silna jak jego miłość. Sądził, że to ta wielka siła miłości jaką ją darzył nie pozwoli jej odejść. Czy oby na pewno?
_____________________________

wybaczcie za opóźnienie. <3
no i za to, ze jest taki krótki.
ale jeżeli byłby dłuższy to byłoby mniej rozdziałów, a chcę dobić setki.
lepiej w trzecioosobowej, czy w pierwszoosobowej narracji? :)
miłego czytania. ;3

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 92.

- No kto by pomyślał – usłyszałam śmiech. – Nasza księżniczka już wstała.
- Po co tu przylazłeś i dlaczego ja tu jestem?! – warknęłam w stronę blondyna.
- Nie denerwuj się, mała. Przyszedłem zobaczyć, czy się obudziłaś – wyszczerzył się w moją stronę. – No i powinnaś się rozgościć, bo pewnie trochę tu pobędziesz.
- Warto wierzyć – prychnęłam.
- Zgrywanie niedostępnej jakoś ci nie wychodzi, mała.
- Mała to jest twoja pała – warknęłam.
- Żebyś się nie przekonała, że wcale tak nie jest.
- Nie podchodź do mnie! – wrzasnęłam cofając się, gdy chłopak kierował się w moją stronę.
Słysząc moje słowa na jego ustach pojawił się chłodny uśmieszek. Zbliżał się do mnie, a ja cofałam się o tyle samo kroków, co on. Tyle, że to ja byłam na przegranej pozycji. Już po chwili poczułam na plecach zimną ścianę i nie miałam żadnej drogi ucieczki, a ten świr był coraz bliżej. Miałam wrażenie, że serce, które biło przyśpieszonym rytmem przez strach, zaraz wyskoczy mi z piersi i ucieknie pędem gdzie pieprz rośnie. Był blisko. zbyt blisko. Jeszcze raz zobaczyłam ten bezczelny uśmieszek, a po chwili poczułam jego oddech na skórze szyi. Nie myśląc za wiele zamachnęłam się i wymierzyłam blondynowi siarczysty policzek, na co on jak oparzony odskoczył ode mnie i złapał się za bolące miejsce.
- Stawiasz się? Nie wiedziałem, że będzie tak zabawnie.
Szybko przemierzył dzielącą nas odległość i już po chwili moje nadgarstki były uwięzione w jego szczelnym uścisku nad moją głową. Szarpałam się, ale to nic nie dawało, gdy zaczął podwijać mi bluzkę usłyszeliśmy krzyk Dylana przywołujący Ashtona. Blondyn przeklął pod nosem.
- Jeszcze do tego wrócimy, mała – wysyczał, po czym skierował się w stronę drzwi.
Chwilę później zamknął je z głośnym trzaśnięciem i zakluczył. Osunęłam się po ścianie i schowałam twarz w dłonie. Mocno wciągnęłam powietrze starając się zatrzymać łzy, by nie pokazywać im mojej słabości. Oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy. W myślach błagałam, by to wszystko okazało się tylko koszmarem. Chciałam obudzić się w ramionach blondyna, który uspokoiłby mnie i powiedział, że nie pozwoli mnie skrzywdzić, jednak wiedziałam, że tym razem nie będzie tak pięknie.

~10 dni później~

*perspektywa Nialla*

Leżałem w jej pokoju, na jej łóżku, otulony jej zapachem z myślami wypełnionymi nią. Głaskając Sky'a, który leżał na moim brzuchu rozmyślałem o dziewczynie. Gdzie jest? Czy jest cała? Czy nic jej się nie stało? Dlaczego nie powiedziała mi o SMS'ach? Na żadne pytanie nie dostałem jednak odpowiedzi. Byłem roztrzęsiony. Czułem się strasznie. Obiecałem jej, że przy mnie nic jej się nie stanie, a jednak. Pozwoliłem na to, by wyszła sama o tak później godzinie na spotkanie z psychopatą. Jak mogłem być tak głupi?! Widziałem, że coś ukrywa, ale nawet nie próbowałem z niej tego wyciągnąć. Liczyłem, że przy odpowiedniej chwili sama mi powie. Ale tak się nie stało. Czułem się jak ktoś, komu poprzez najgorsze tortury wyrwali część duszy i zabrali ją mówiąc, że już nigdy jej nie dostanie. Bałem się, bo wiedziałem, że osoba, którą kocham jest w niebezpieczeństwie. Dlaczego akurat ona? Media trąbiły o jej zniknięciu - policja stwierdziła, że w ten sposób możemy szybciej zgromadzić informacje, bo możliwe, że ktoś był naocznym świadkiem jej porwania. No i z tym mieli rację. Pewna kobieta mieszkająca naprzeciwko parku potwierdziła, że widziała dwóch mężczyzn, a jeden z nich niósł na rękach szarpiącą się dziewczynę, jednak nie widziała jej twarzy. Dwóch. Czyli Dylan ma wspólnika. Kim jest ten popapraniec? Tego nikt nie wie. Kilka dni temu przyjechał do nas Paul z ochroniarzami, którzy rozglądają się po okolicach. Mamy urlop do odwołania, tak samo jak Perrie, Danielle i Eleanor. Natomiast rodzice Kat załatwili wszystkie sprawy w szkole. Odwiedziła nas ostatnio szkolna pedagog, która stwierdziła, że stan Alex i Eryka nie należy do najlepszych i w ten sposób dostali zwolnienie, aż do wyjaśnienia wszystkiego. Jednak, co do stanu wyżej wymienionych to chyba każdy się z nią zgodzi. Alex nie śpi od kilku dni, ponieważ pewnej nocy przyśnił jej się Dylan znęcający się nad Kat. Po tym stwierdziła, że nie zamierza zasnąć dopóki ona nie wróci. Śpi po kilka godzin i wybudza się z płaczem, przez kolejne koszmary. Z Erykiem nie jest lepiej. Całymi dniami siedzi skulony, oparty i jakąś ścianę i buja się niczem dziecko z chorobą sierocą zanosząc się przy tym płaczem, aż wykończony nim - zasypia. Tyle, że on nie ma koszmarów. Chłopaki są do zniesienia jednak każdy jest zdenerwowany i rozproszony myślami, co aktualnie dzieje się z Kat. Perrie i Eleanor wgapiają się w ścianę i modlą się, by dziewczyna wróciła, a Danielle próbuje wszystkich przekonać, że ją znajdziemy. Josh... Z nim jest mniej więcej tak samo jak ze mną. Nie śpi, nie je. Tyle, że on siedzi w swoim pokoju i rozpamiętuje chwile spędzone z nią, a później wmawia sobie, że jest najgorszym bratem na świecie i że znajdzie skurwiela jeżeli cokolwiek jej się stanie. Wszyscy jesteśmy jak jakieś cyborgi. Robimy wiele rzeczy, ale nie przywiązujemy do nich żadnej uwagi. Nie zwracamy jej na nic myśląc tylko o tym, czy Kat jest cała. Co jeżeli coś jej się stało i wymaga teraz opieki? Moje rozmyślania przerwał skrzyp drzwi. Podniosłem głowę i zobaczyłem stojącą w nich Alex. Włosy związane w niechlujny kok i czerwone od płaczu oczy. Od kilku dni nawet nie zwracała uwagi w co się ubiera i chodziła w dresach należących do Katrin, biorąc pod uwagę fakt, że ona nigdy nie chodzi w długich spodniach - to było naprawdę dziwne. Weszła do pokoju. Podniosłem się siadając i tym samym robiąc miejsce dziewczynie. Pies zszedł z mojego brzucha i położył się na poduszce tuż obok. Blondynka usiadła naprzeciwko mnie i spojrzała w moje tęczówki. Wiedziałem, że chciała o coś zapytać, o coś, co ją dręczyło.
- Znowu płaczesz – szepnęła.
Szybko otarłem policzki nie wiedząc, że słona ciecz wydobywa się z moich oczu. Nie miałem o tym pojęcia, ale akurat to zdarzało się ostatnio dość często.
- Niall – szepnęła nagle, a jej oczy zaszły łzami. – A co jeżeli... Jeżeli już jej nie znajdziemy?
- Nie mów tak – wypowiedziałem szlochając. – Znajdziemy, zobaczysz.
- A co jeśli nie? Policja szuka jej już tydzień. Boję się, że już jej nigdy nie zobaczę.
- Proszę cię, przestań – wrzasnąłem.
- Przepraszam – szepnęła.
- Nie Alex, to ja przepraszam. Po prostu już nie wytrzymuję. Każdy kolejny dzień jest coraz gorszy i nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Nigdy w życiu nie bałem się tak bardzo jak teraz. Denerwuje mnie fakt, że nie wiem gdzie ona jest i nie potrafię jej pomóc. To przytłaczające – ostatnie zdania wypowiadałem szlochając.
Blondynka przez chwilę patrzyła na mnie przetwarzając moje słowa, a ja zanosiłem się płaczem. Po chwili przyciągnęła mnie do siebie i mocno przytuliła. Tak jak zawsze to robiła Kat. Ale ramiona Alex nie potrafiły mi dać ukojenia. Jedyne, co mogłoby mi teraz pomóc to wieść o tym, że nic jej nie jest, że moja Katrin żyje i ma się dobrze, a wszystko było jednym, kiepskim żartem. Chociaż naprawdę tak nie było i to było najgorsze.

~wieczór~

*perspektywa Katrin*

"Pokój" znowu spowiła ciemność. Zdążyłam ją nawet polubić, ponieważ tylko wtedy nie przychodzili. Żaden z nich nawet nie zajrzał do miejsca, w którym byłam, gdy tylko nadeszła noc. Jak zawsze skuliłam się w kącie i objęłam rękami podwinięte pod brodę kolana. Było mi zimno. Bardzo, bardzo zimno, ale to chyba nie jest dziwne, gdy siedzi się w podartych ubraniach. Z drugiej strony lepsze to niż nic. Noc była moją ulubioną
częścią dnia i tylko wtedy choć trochę się rozluźniałam, choć strach pozostawał. Chociażby najmniejszy szelest sprawiał, że podskakiwałam ze strachu. Poprzez następstwo dnia i nocy wyczuwać, że siedzę tu już około 8 dni, a może więcej? Może kilka dni mi umknęło? Nie wiem. Jednak biorąc pod uwagę fakt, co przeżyłam mam wrażenie, że siedzę tu wieczność. Stąd nie ma wyjścia, nie ma ucieczki. Jestem skazana na ich wolę. Cały czas drżę po wspomnieniach o tym. Chciałabym zapaść się pod ziemię. Chciałabym, żeby to wszystko już się skończyło. Skuliłam się mocniej cicho szlochając. Nie chcę tu być. Wolałabym umrzeć niż znów ujrzeć przez to malutkie okno świt, ale jednocześnie wiem, że za kilka godzin ja nadal tu będę, a słońce na nowo wzejdzie sprawiając, że kolejny dzień będzie męczarnią.
___________________________________________________________

ugh. takie rozdziały mnie dołują. ;/
już jutro zakończenie roku.
z jednej strony się cieszę.
a z drugiej czuję, że będę ryczała. ;_;
to takie... dziwne.
nieważne.
zostało 8 rozdziałów. ;)
trochę smutno, że zbliża się koniec.
miłego czytania. ;3

+ informacja dla wszystkich Mixers. ;)

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 91.

*perspektywa Nialla*

- Jak dorwę tego śmiecia to nie ręczę za siebie! – mówił zdenerwowany Josh, gdy przemierzaliśmy kolejną ulicę.
- Najpierw musisz go znaleźć – skomentowałem.
Cholernie się o nią bałem, ale wystarczyło, że z naszej dwójki poniosło Josha. Gdybym ja również dał upust emocjom nie byłoby najlepiej, dlatego starałem się nad sobą panować. O dziwo mi się to udawało. Przeklinającego przyjaciela zagłuszył dźwięk mojego telefonu. Wyciągnąłem go z kieszeni i odebrałem.
- Słucham? – powiedziałem uciszając gestem ręki towarzysza.
- Niall? – usłyszałem głos Perrie. – Gdzie wy jesteście? Wracajcie już.
- Znaleźliście ją? – zapytałem ignorując jej słowa.
- Nie. Zaczekamy do jutra. Sprawdzimy, czy jej telefon odpowie, a jeżeli nie to pójdziemy na policję. Jest prawie 3:00 w nocy. Wszyscy już są w domu, wracajcie.
- Dobrze, niedługo będziemy – westchnąłem, rozłączyłem się i schowałem telefon.
- Znaleźli ją? – zapytał od razu Josh.
Jego stan nie należał do najlepszych. Jeszcze nigdy go takiego nie widziałem. W jego oczach błyszczała rozpacz, strach, smutek i zdesperowanie. Bał się o nią, tak samo jak ja. W sumie pewnie wyglądam tak samo jak on. Gdyby ktoś dał mi wybór polegający na oddaniu swojego życia, za jej spokojny powrót do domu i szczęście, na które zasługuje to bez wahania oddałbym swoje życie. Bez niej ono i tak nie ma sensu.
- Nie – szepnąłem wbijając wzrok w ziemię.
Nie miałem już siły dłużej się kontrolować. Zacisnąłem mocno powieki, ale nie zdążyłem zahamować łez i teraz spływały one po moich policzkach, by po chwili roztrzaskać się na chłodnej powierzchni chodnika. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem w zapłakane oczy przyjaciela.
- Wracajmy – szepnąłem, na co on skinął głową.

*perspektywa Eleanor*

- Może nie powinniśmy puszczać akurat ich razem? – zapytała Danielle.
- W pełni się z tobą zgadzam – poprała ją Perrie. – Puściliśmy razem dwójkę najbardziej przywiązanych do niej osób.
- Spokojnie, zaraz wrócą – zareagował Eryk.
Tylko on z nas wszystkich nie dał się ponieść. Widać było, że się boi, ale nie okazywał tego. Starał się opanować nas wszystkich i wmówić nam, że Kat wróci, ale widać było, że sam w to nie wierzył. Ustaliliśmy, że z samego rana idziemy na policję i zgłaszamy jej zaginięcie. Mam tylko nadzieję, że wezmą się za jej poszukiwanie od razu, a nie odstawią to na kolejny dzień. Wszyscy czekaliśmy na powrót Josha z Niallem. Alex wykończona płaczem zasnęła, z resztą ja też już padałam, a lekkie kołysanie Louisa wcale nie pomagało mi w walce ze snem. Perrie zdecydowanie najbardziej panikowała, przewidywała same najgorsze scenariusze jak na przykład to, że Katrin może leżeć już gdzieś w rowie - zamordowana, za co dostała niezły opieprz od Harrego, który również nie najlepiej radzi sobie z panowaniem nad sobą. Danielle razem z Erykiem próbowała wmówić wszystkim, że ją znajdziemy albo sama wróci, jednak sami nie byli do końca przekonani. Już prawie zasypiałam, ale obudził mnie trzask drzwi, a po chwili w pokoju pojawił się Horan, a za nim Devine. Wszyscy spojrzeliśmy na przerażonego blondyna, który trzymał w ręku telefon. Telefon Katriny.
- Skąd go masz? – zareagowałam, bo chyba nikt nie zorientował się, co ma chłopak.
- Leżał w parku – odpowiedział. – Próbowałem się dodzwonić, jak wracaliśmy do domu przez ten park i usłyszałem dźwięk. Musiał jej wypaść.
- Zaczekajcie – odezwał się Eryk. – Zanim Kitty wyszła, dostała SMS'a. Niall, sprawdzałeś?
- Nie. Już sprawdzam.
Blondyn zaczął przeszukiwać SMS'y, żeby znaleźć coś, co mogłoby być jakąś wskazówką. Chyba w końcu się na coś natknął. Zaczął czytać różne groźby i niepokojące SMS'y, a na jego twarzy malowało się zdenerwowanie i strach.
- Eryk, czy ona wam mówiła, że ktoś do niej wypisuje? – zapytał Horan.
- Nie. Ja nic o tym nie wiedziałem.
- Ja też nie – odezwała się Alex.
- Myślałam, że śpisz – odezwałam się patrząc na blondynkę, która miała zamknięte oczy.
- Spałam, ale jak wparowali do domu, to mnie obudzili.
- Przepraszamy – udzielił się Josh. – Te SMS'y mogą być dowodem na policji. Jasno widać, że ktoś jej groził. W dodatku bezpieczeństwem Harrego.
Johnson słysząc wypowiedź Josha podniosła się i podeszła do okna, po czym otworzyła je i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Nie zwracając na nic uwagi wyciągnęła jednego i odpaliła. Każdy w wielkim szoku patrzył na jej poczynania.
- Alex, nie pal znowu – marudził Eryk.
- Znowu? – zapytał Harry. – To ona w ogóle pali?!
- Już od dawna.
- Nieważne – wtrąciła Alex. – Teraz to wiem, że to na pewno Dylan.
- Skąd? – zapytał zdezorientowany Styles.
- Ponieważ on jest idiotą i zawsze groził Kitty mną. Jak spotykałam się z Adamem napisał jej kiedyś to samo, że jeżeli ona się z nim nie spotka to ja nigdy więcej nie zobaczę mojego chłopaka. Tak było zawsze. Dylan zawsze próbował szantażować ją moim bezpieczeństwem albo moim szczęściem.
- On powinien się leczyć – skomentował Louis.
- Nie ma, co siedzieć – powiedział Eryk ziewając. – Prześpimy się i jutro idziemy na policję.
- Popieram, chodźcie spać – podniosła się Johnson i spojrzała na Josha, obok którego stał Niall. – Nie martwcie się. Znajdziemy ją.
- Alex? A ty jeszcze jesteś w X Factorze? – zapytał nagle Zayn.
- Tak, a co?
- Wiesz, że jutro jest sobota? Czyli kolejny odcinek.
- Trudno. Nie dam rady przecież jutro wystąpić. Nie mam nawet piosenki, poza tym nie mogę was zostawić i po prostu jechać sobie na jakiś występ.
- Nie – przerwał jej Liam. – To dla ciebie wielka szansa. Nie przejmuj się, najwyżej złożysz zeznania pierwsza i pojedziesz na występ. Harry pojedzie z tobą, a my zajmiemy się wszystkim. Musisz wystąpić.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale – wtrąciłam. – Li, ma racje. Nie możesz zmarnować swojego talentu. Poradzimy sobie.
Odetchnęła głośno kiwając z politowaniem głową i odpuściła. W sumie to dobrze, bo i tak by nie wygrała. Rozeszliśmy się do różnych pokoi i poszliśmy spać.

*perspektywa Katrin*

Ból głowy, tak intensywny, tak silny. Otworzyłam szybko oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Szybko tego pożałowałam, ponieważ ból się nasilił. Chwyciłam się za tył głowy. Zdziwiłam się czując pod palcami lepką substancję. Cofnęłam rękę, by na nią spojrzeć. Przerażenie wzrosło, gdy zobaczyłam krew na swojej ręce. Rozejrzałam się. Pomieszczenie, w którym się znajdowałam było... dziwne. Jedno małe okienko, na górze obskurnej ściany. W dodatku w mini oknie były kraty. Podniosłam się z ziemi. Oczywiście powoli, by nie narazić się na kolejny nasilony ból głowy. Pokój był w
kolorze bieli, za którą kryła się szarość. Biel farby prawie w każdym miejscu była wydrapana, przez to wiem, że pod bielą był kolor szary. W całym "pokoju" nie było nic oprócz łóżka z wystającymi sprężynami, po drugiej stronie pokoju. Zmarszczyłam brwi i próbowałam przypomnieć sobie jak się tu znalazłam, ale nie szło mi to zbyt dobrze. Zacisnęłam mocno powieki i próbowałam sobie przypomnieć wszystkie wydarzenia. W końcu mi się to udało. SMS, wyjście, park, Dylan, Ashton, próba ucieczki, mój krzyk, ból głowy. Chwyciłam za przednią kieszeń spodni z nadzieją, że znajdę tam mój telefon, ale nie było go. Musiał mi wypaść, gdy Ashton mnie złapał i gdzieś niósł. Cholera! Usłyszałam jakieś głosy dobiegające zza drzwi i po chwili ten charakterystyczny śmiech, który wywołał u mnie falę wspomnień. Po chwili dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Rozejrzałam się z nadzieją, że będę mogła się gdzieś schować, ale to było niemożliwe. Niestety. Przekręcony klucz, przekręcana klamka, skrzyp drzwi. Już po mnie...
_________________________________________

Hej, hej. Mamy już wtorek i kolejny rozdział.
Widzę, że niektórych zaskoczyłam zwrotem akcji w poprzednim rozdziale. :)
Co do anonimowego komentarza, to już się do niego odniosłam. Ciekawe, czy autor to widział. Czytanie ze zrozumieniem się kłania. :)
Na dziś to tyle.
Miłego czytania. ;3

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 90.

~3 dni później~

*perspektywa Josha*

Razem z chłopakami załatwiliśmy ponad tydzień wolnego. Gdy widzieliśmy w jakim

stanie jest Kat nie mogliśmy jej zostawić. Paul na początku się sprzeciwiał, ale gdy opowiedzieliśmy mu, co się dzieje od razu zmienił zdanie. Aktualnie znajdujemy się na cmentarzu. Już dziś jest pogrzeb. Stoję między mamą, która stara się nie płakać, a po prawej stronie stoi Katrin, którą od tyłu obejmuje Niall. Tuż obok Kat stoi Alex, a tuż za nią obejmujący ją Harry, za nimi Eryk, który już nie próbuje powstrzymywać łez, obok niego Dan obok którego była Perrie z Zaynem, obok nich Eleanor z Louisem, a na samym końcu Danielle z Liamem. Chłopaki z dziewczynami co chwilę zerkają w moją stronę. Nie dziwię się, nic nie rozumieją. Lekarz mówił do nas wszystkich po angielsku, ale z księdzem nie dało się tego załatwić. Dziewczyny, gdy tylko dowiedziały się o wszystkim z gazet zaczęły wydzwaniać i wczoraj przyleciały, by wesprzeć mnie i Kat. To miłe z ich strony, ale nie musiały tego robić, jednak jestem im za to wdzięczny. Ksiądz zakończył swoją przemowę i trumna została wrzucona w ziemię, na co Katrin wyrwała się z objęć Nialla i wyszła. Blondyn chciał wyjść za nią, ale zatrzymałem go gestem ręki i sam ruszyłem za siostrą. Po chwili złapałem ją za ramie i zatrzymałem, po czym odwróciłem w swoją stronę. Spojrzała na mnie załzawionymi oczyma i mocno wtuliła w moją koszulę.

- Straciłam ją – mówiła.
- Nie prawda – powiedziałem łapiąc ją za ramiona i odsuwając, a następnie wskazałem na jej serce. – Ona jest tutaj w twoim sercu. Stąd nigdy nie odejdzie.
- Nie chcę jej w moim sercu, chcę, żeby była przy mnie – wyznała dławiąc się łzami.
- Tak już jest, Kat. Czasu nie cofniesz – wyszeptałem przytulając ją do siebie.

~kolejne 3 dni później~

*perspektywa Katrin*

Jest lepiej, ale nie mogę jeszcze powiedzieć, że jest dobrze. Czuję pustkę. Pustkę, której nikt nie będzie w stanie wypełnić. Już taka będę, aż do końca. Nikt nie zastąpi dziury wydrapanej jej zniknięciem. Muszę się z tym pogodzić.
- Kat, jesteś głodna? – usłyszałam głos mamy.
- Nie, ale chłopcy pewnie tak – odkrzyknęłam.
Odkąd wszyscy zjechali się z Londynu podzieliliśmy się na grupy. Ja, Niall, Josh, Perrie i Zayn zostaliśmy w domu moich rodziców, u Eryka zadomowili się Dan, Louis i Eleanor, a u Alex został Harry, Liam i Danielle. Jednak i tak teraz wszyscy siedzieliśmy w salonie mojego (praktycznie to moich rodziców, ale nieważne) domu. Robili wszystko, bym nie przypomniała sobie tego, co wydarzyło się kilka dni temu. Uwielbiam ich za to. Naszą rozmowę przerwał dźwięk mojego telefonu informujący o nowej wiadomości. Wszyscy od razu ucichli i na mnie spojrzeli, na co ja nerwowo się uśmiechnęłam. Byłam pewna, co do tego, kto do mnie napisał. Wstałam i z telefonem skierowałam się do jadalni. Gdy byłam już poza zasięgiem ich wzroku nawiązałam krótką rozmowę z nieznajomym.
Nerwowo przeczesałam włosy ręką i głośno wypuściłam wstrzymywane powietrze. Wyjrzałam przez okno - ciemno. W sumie nic dziwnego, jest jesień, a przecież w tym okresie szybko się ściemnia. Wróciłam do pokoju i wzrok wszystkich od razu utkwił w mojej osobie.
- Zaraz wracam – powiedziałam i skierowałam się do drzwi.
- Gdzie idziesz? – usłyszałam za sobą głos Josha.
- Muszę iść na chwile do Patryka, to ważne.
- Pójdę z tobą – podniósł się Niall i odwrócił w moją stronę posyłając uśmiech.
- Nie! – zareagowałam szybko, zbyt szybko. – Pójdę sama, to niedaleko.
- Na pewno?
- Tak. Niedługo będę – powiedziałam i szybko włożyłam buty, po czym szepnęłam do siebie. – Chyba.
Czym prędzej opuściłam mieszkanie i ruszyłam w stronę parku, w którym jak na złość, nie świeciła się ani jedna latarnia. Przeczesałam włosy ręką i przełknęłam głośno ślinę. Bałam się. Zanim weszłam do ciemnego parku wyjęłam jeszcze telefon i wystukałam SMS'a do blondyna, po czym ruszyłam w głąb ciemności. Rozglądałam się, ale nikogo nie widziałam.
- Punktualna jak zawsze – usłyszałam za sobą dobrze znany mi głos, więc szybko się odwróciłam. – Nie spodziewałaś się mnie?
Nie odpowiedziałam, cofałam się, by po chwili wybiec drugą stroną parku. Jednak coś, a raczek ktoś mi to uniemożliwił stając mi na drodze, w efekcie czego uderzyłam plecami w czyjś tors. Szybko odwróciłam się odskakując od osoby i przyjrzałam się dokładnie.
- Ashton? – zapytałam zdziwiona.
- We własnej osobie – wyszczerzył się.
- Znowu się spotykamy, Kitty – usłyszałam ponownie i szybko odwróciłam się w stronę mówiącego.
- Źle to powiedziałeś. NIESTETY znowu się spotykamy – powtórzyłam.
- Nie udawaj, że się nie cieszysz – wyszczerzył się w moją stronę.
- Ani trochę.
- I tak ci nie wierzę – powiedział podchodząc bliżej, na co ja od razu dałam krok w tył. – Czyli kolejny raz chcesz się w to bawić.
- Powinieneś się leczyć – odparłam pewnie i zaczęłam uciekać między drzewami.
Niestety moje "szczęście" nie trwało zbyt długo, bo już po chwili zostałam złapana. Szarpałam się i krzyczałam, ale to nie pomagało. Wręcz przeciwnie, po chwili zostałam gdzieś wrzucona. Ostatnie, co pamiętam to mocny ból głowy, po którym nastała ciemność...

*perspektywa Nialla*

Siedziałem w salonie razem ze wszystkimi i głaskałem Sky'a, który leżał mi na kolanach. Powoli zaczynałem się martwić, bo Kat już długo nie było. Powiedziała, że niedługo wróci, a nie było jej już ponad godzinę. Zdjąłem psa z kolan i położyłem na kanapie obok siebie, po czym sam wstałem.
- Gdzie idziesz? – zapytał zdziwiony Eryk.
- Po telefon, muszę zadzwonić do Kat – posłałem mu uśmiech i wbiegłem na górę.
Udałem się prosto do pokoju dziewczyny, bo tam był mój telefon. Wszedłem do pomieszczenia i podszedłem do biurka, gdzie leżał telefon. Odblokowałem ekran i zauważyłem nową wiadomość.
Zerknąłem na zegarek, który ukazywał 22:08. Świetnie, nie słyszałem wiadomości. Co gorsze, nie należy ona do najlepszych. Szybko zbiegłem na dół potykając się przy tym na schodach, co sprawiło, że w salonie znaleźli się również rodzice dziewczyny.
- Niall, nic ci nie jest? – zapytała pani Devine.
- Nie, mi nic, proszę pani – powiedziałem do kobiety i spojrzałem na Josha.
- Co się stało? – zapytał od razu.
- Chyba coś z Kat.
- Jak to?! – wrzasnęli wszyscy.
- Przysłała SMS'a o dziwnej treści.
Pokazałem im wiadomość, a oni ją odczytali. Alex szybko się wyprostowała i kiwnęła głową w stronę Eryka, na co on jej przytaknął. Patrzyłem na nich zdezorientowany, ale nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.
- Musimy coś sprawdzić – powiedziała nagle blondynka ciągnąc Eryka w stronę wyjścia.
Chciałem ich zatrzymać, ale nie zdążyłem, bo usłyszałem trzask zamykanych drzwi.

*perspektywa Alex*

- Myśl do cholery – mówiłam starając się nie płakać.
- Alex, oprócz tego miejsca nic nie przychodzi mi do głowy!
Staliśmy między ruinami pewnego budynku. Dylan zawsze zaciągał tu Kitty i potrafili przesiedzieć w tym miejscu cały dzień. Jednak tutaj jej nie było. Zaczynałam się bać. On nie należy do normalnych, a im dłużej Kitty przebywa w jego towarzystwie tym gorzej. Strasznie przeraża mnie wizja, co się z nią teraz dzieje. Przecież ten idiota może ją gdzieś przetrzymywać albo wywozić! Próbowałam
odsunąć od siebie wszystkie czarne myśli, więc wygrzebałam z tajnej kieszeni kurtki papierosy i odpaliłam jednego z nich. Chciałam chować opakowanie, ale chłopak mnie zatrzymał, po czym on również wyciągnął sobie jednego i odpalił. Stałam i zaciągałam się papierosem.
- Alex, nie płacz – poczułam jak ręce Eryka oplatają moje ciało. – Znajdziemy ją. Zobaczysz.
- Co jeżeli nie zdążymy na czas? Widziałeś jaka była ostatnio! – zanosiłam się histerycznym płaczem.
- Chodź, wracamy. Musimy powiedzieć chłopakom.
Pokiwałam głową, ale nie chciałam się stamtąd ruszać. Miałam nadzieję, że on ją zaraz zaciągnie na te ruiny i ją zabierzemy, ale tak nie było. Poczułam jak Eryk unosi mnie i przechodzi. Nie zwracałam na to uwagi. Płakałam, tak jak jeszcze nigdy. Nie chcę jej stracić, a czuję, że właśnie to się dzieje, że tym razem ona nie zdąży uciec. Może Black jest idiotą, ale nie aż takim, żeby popełnić drugi raz ten sam błąd, czyli tym razem nie pozwoli jej tak łatwo uciec.
- Alex – usłyszałam znany szept i po chwili nie byłam już w ramionach Nowaka, a w ramionach Stylesa. – Ej, no już. Spokojnie. Co się stało?
- Kitty – wychlipałam.
- Razem z Alex podejrzewamy pewną osobę – dokończył Eryk, a ja odsunęłam się trochę od loczka.
- Kto?! – poderwał się z miejsca Niall, a razem z nim Josh.
- Dylan.
- Co?! – zareagowała Perrie. – Nie. Powiedzcie, że żartujecie.
- Niestety, ale to jedyny kto przychodzi nam do głowy.
- Idziemy na policję – odezwał się Liam.
- To nic nie da – wtrąciłam. – Nie minęło 48 godzin od jej zniknięcia. Nie pomogą nam.
- W takim razie – zaczął Zayn wstając z miejsca. – Przeszukujemy okolicę.
Wszyscy skinęliśmy głowami i wstaliśmy ubierając się i ruszając w stronę drzwi. Już po chwili parami przeszukiwaliśmy wszystkie zakamarki ciemnego miasta.
______________________________________________________

Boże, pierwszy raz ryczałam pisząc rozdział.
Nienawidzę tej sceny z pogrzebu. Ugh.
Spodziewaliście się takiego obrotu spraw? ;)
Do następnego. ;*

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 89.

Wszystko działo się tak szybko. Nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy do szpitala, a lekarze
wjechali z moją babcią na salę operacyjną, z której mnie wyrzucili. Oparłam się o drzwi, które były naprzeciwko tych prowadzących na salę operacyjną, po czym zjechałam po nich na dół. Siedziałam i płakałam. Tak bardzo chciałabym zrobić cokolwiek, aby ona przeżyła. Nie może mnie zostawić, nie teraz. Potrzebuję jej, tak jak nikogo innego. Cały czas z sali wybiegały pielęgniarki, a po chwili z powrotem tam wbiegały. Podkuliłam kolana pod brodę, po czym objęłam je rękoma. Nie potrafiłam przestać płakać. Strasznie się bałam, że ją stracę. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale wreszcie z sali wyszedł lekarz. Szybko wstałam i podeszłam do niego.
- Co z nią? – zapytałam szybko.
- Jesteś kimś z rodziny?
- Jestem jej wnuczką.
- W takim razie chodź ze mną do gabinetu – powiedział, na co skinęłam głową i udałam się za mężczyzną i po chwili siedziałam naprzeciwko niego w gabinecie. – Nie będę ukrywał, że nie jest najlepiej. Aktualnie jest w śpiączce, jednak szanse na to, że się wybudzi są minimalne. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by utrzymać ją przy życiu, ale sama wiesz, że ma już swoje lata. Potrzebujemy jej karty, aby dowiedzieć się, czy nie jest uczulona na jakieś leki. Mogłabyś ją przywieźć?
- Zadzwonię do rodziców i powiem, żeby ja przywieźli – powiedziałam szlochając. – Mogę się z nią zobaczyć?
- Oczywiście, możesz iść – uśmiechnął się pocieszająco, po czym opuściłam jego gabinet.
W drodze na salę, na której leżała babcia zadzwoniłam do mamy.
- Słucham? – usłyszałam jej głos.
- Mamo – załkałam nie mogąc wydobyć z siebie niczego więcej.
- Katrin? Skarbie, co się stało?
- Babcia – zaszlochałam i wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić. – Jest w szpitalu. Możesz przywieźć jej kartę lekarzom?
- Tak, ale dlaczego jest w szpitalu? – słyszałam w jej głosie panikę.
- Wyjaśnię ci wszystko później. Przywieź je jak najszybciej i powiedz tacie. Ja zostaje w szpitalu.
Nie czekając na odpowiedź - rozłączyłam się. Stanęłam pod drzwiami odpowiedniej sali i wzięłam głęboki oddech. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Leżała na łóżku, cała blada. Jej klatka piersiowa unosiła się równomiernie, a ciszę w sali przerywała jedynie pikająca maszyna oraz mój cichy szloch. Usiadłam na krześle tuż obok łóżka i złapałam jej rękę. Była taka zimna...
- Nie zostawiaj mnie – szepnęłam z nadzieją, że mnie słyszy. – Proszę cię. Jeszcze masz wiele lat przed sobą. Nie odchodź, nie teraz.
Mój głos łamał się coraz bardziej. Dlaczego tak się dzieje? Zawsze, gdy jest już dobrze musi się coś popsuć. To niesprawiedliwe. Mój płacz przerwała wibracja telefonu w kieszeni. Wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Niall. Nie miałam zamiaru gadać z nikim, więc odrzuciłam. Schowałam telefon, ale nie na długo, ponieważ znowu zaczął wibrować. Tym razem był to Eryk. Następnie dzwonili Niall, Harry, Louis, Liam, Zayn, Dan, a nawet Josh. Odrzucałam wszystko po kolei, aż w końcu wyłączyłam telefon. Chciałam mieć teraz spokój.

*perspektywa Josha*

- Wyłączony – powiedział zdenerwowany Niall chodząc po pokoju.
- Uspokój się – odezwał się pewnie Liam.
- Wiem! – krzyknąłem nagle. – Zadzwonię do mamy.
- Ale po co? – zapytał zdezorientowany Louis.
- Ona mi powie, gdzie jest Kat.
Wszyscy pokiwali głowami, a ja szybko wybrałem numer. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci, czwarty i... poczta. Świetnie! Westchnąłem z irytacją i spróbowałem ponownie. Tym razem jednak odebrała.
- Słucham?
- Cześć mamo.
- Hej Josh – usłyszałem jej głos. – Co u ciebie?
- W porządku. Mamo, nie wiesz co z Katriną?
- Jest w szpitalu.
- Co?! Jak to?!
- Spokojnie. Nic jej nie jest. Babcia trafiła do szpitala i Katrin jest załamana. Siedzi teraz u niej. Nie dzwoniłeś?
- Dzwoniłem. Odrzucała, a teraz wyłączyła telefon.
- Powiem jej, żeby do ciebie zadzwoniła, gdy już będę w szpitalu.
- Dzięki. A co z babcią?
- Na razie nic nie wiem. Dowiem się jak dotrę na miejsce.
- Ale to nic poważnego?
- Obawiam się, że to niestety coś poważnego. Muszę kończyć.
- Dobrze. Nie zapomnij przekazać Kat, by zadzwoniła. Pa.
- Dobrze. Pa.
Rozłączyła się, a ja czułem, że moje oczy są zaszklone. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na chłopaków, którzy wyczekiwali wyjaśnień. Pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach, na co od razu zostałem przytulony przez Harrego.
- Kat najprawdopodobniej jest załamana – wyszeptałem.
- Dlaczego? – zapytał Niall.
- Babcia trafiła do szpitala. Kat siedzi u niej.
- W takim razie jest źle – powiedział pewnie Styles.

~następnego dnia~

*perspektywa Katrin*

- Kat, Kat obudź się – usłyszałam jak przez mgłę, na co mruknęłam gniewnie.
- Kitty wstawaj! – kolejna osoba nie bawiła się w spokojną pobudkę i podniosła głos prosto do mojego ucha, na co pisnęłam podrywając się z miejsca.
Szybko poderwałam się z niewygodnego, plastikowego krzesełka i spojrzałam na sprawcę sprawców mojej pobudki. Nadal byłam w szpitalu, ale przede mną stało osiem osób i wszystkie wpatrywały się we mnie z troską. Po chwili mój brat rozłożył ręce, bym się do niego przytuliła, ale ja całkowicie to zignorowałam i rzuciłam się w objęcia blondyna.
- No tak, po co tulić brata na powitanie – fuknął Josh.
- Miło, że nas witasz – usłyszałam udawaną ironię w głosie Hazzy.
Mocniej wtuliłam się w blondyna. Po chwili odkleiłam się od niego i przywitałam się z Joshem, który udawał obrażonego, a następnie przytuliłam kolejno Dana, Zayna, Liama, Louisa i Harrego. Z Erykiem nie musiałam się witać, bo on przyszedł do mnie w nocy. Kłócił się z pielęgniarkami, które nie chciały go wpuścić, aż w końcu (pewnie dla świętego spokoju) wpuściły go do sali. Cieszyłam się, że przyszedł. To było kochane z jego strony. Gdy rozmawiałam z Joshem nie mówił, że przylecą, więc ich niespodzianka sprawiła, że byłam mega zdziwiona. To słodkie, że przyjechali. Potrzebowałam ich. Po przywitaniu każdego z powrotem wtuliłam się w blondyna. Byłam zmęczona i zdołowana. Moi rodzice siedzieli wczoraj ze mną do późna, po czym chcieli bym wróciła do domu, ale nie ruszyłam się z miejsca.
- Nie płacz – wyszeptał nagle chłopak. – Będzie dobrze, słońce.
Po jego słowach rozległ się pisk aparatury. Szybko oderwałam się od niego i patrzyłam jak do sali wbiegają lekarze, a za nimi pielęgniarki. Nie wiedziałam nawet, kiedy zostałam wypchnięta na korytarz. Waliłam w drzwi prosząc by mnie wpuścili, ale to nie skutkowało. Oparłam czoło z bezsilności o chłodne drzwi i dławiłam się łzami. Poczułam jak ktoś przyciąga mnie do siebie. Nie protestowałam. Po chwili siedziałam już na kolanach Horana i płakałam w jego koszulkę. Wiedziałam, że to on po charakterystycznym zapachu, który przyjemnie drażnił moje nozdrza. Jednak nawet on nie dawał mi teraz ukojenia. Czas niesamowicie się dłużył, a lekarze nie opuszczali sali, w której leżała babcia. Najprawdopodobniej usnęłam z wykończenia, bo nastała ciemność, z której wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Szybko się podniosłam podchodząc do lekarza, który wyszedł z sali. Razem ze mną, jak na komendę, wstali chłopcy i wszyscy patrzyliśmy wyczekująco na lekarza. Jego wyraz twarzy nie wróżył niczego dobrego.
- Co z nią? – zapytałam szlochając, gdy mężczyzna próbował jakoś złożyć zdanie.
- Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy – w jego oczach widziałam współczucie, smutek i... rozczarowanie. – Przykro mi.

*perspektywa Nialla*

- Przykro mi – powiedział lekarz, po czym odszedł.
Patrzyłem jak dziewczyna stoi w miejscu i nie reaguje. Tak jakby przyswajała sobie właśnie wszystko, co mężczyzna jej powiedział. Po dłuższej chwili zaszlochała głośno i upadła na ziemię chowając twarz w dłonie. Spojrzałem w prawą stronę, gdzie skulony pod ścianą siedział Josh. Nie tak miało być. Cholera! Miało być dobrze. Szybko podszedłem do brunetki i kucnąłem przy niej. Nie ruszyła się. Dalej zalewała się łzami. Przyciągnąłem ją do siebie starając się jakoś ją uspokoić. Po kilku minutach na korytarz wbiegła Alex. Widząc, co się dzieje przeklęła pod nosem uliczne korki i rzuciła się w stronę Kat. Pogładziła jej włosy, na co dziewczyna oderwała się ode mnie i wtuliła w blondynkę. Powoli zaczęła się uspokajać, po czym znowu wybuchła histerycznym płaczem. Josh nie był lepszy. Zanosił się płaczem, krzycząc w koszulkę Dana. Wszystko zaczyna się pieprzyć. Jednak, jak to mówią: zawsze po burzy wychodzi słońce. Czy oby na pewno?
__________________________________________________

witajcie! zmieniłam wygląd - jak wam się podoba? osobiście uważam, że jest świetny.
za rozdział pewnie mnie zabijecie - przepraszam.
ale musiałam. to jest takie rozpoczęcie burzy, strzeżcie się.
jestem głupia. ;_;
tylko ja potrafię zjebać sobie włosy w przeddzień balu szkolnego. ;_;
powinnam się leczyć...
nieważne.
miłego czytanie. ;3

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 88.

Wpatrywałam się w jurorów próbując odczytać cokolwiek z ich wyrazu twarzy. Jednak to było niemożliwe.
- Ty masz tylko 18 lat? – usłyszałam pytanie ze strony Tatiany, na co pokiwałam głową. – Nie wiem jak potoczą się twoje losy w X Factor, ale ja już dziś chcę mieć twoją płytę.
Nie byłam w stanie się odezwać. Niepewność była tak silna, że odebrała mi mowę.
- Tak wielki talent w tak młodym wieku powinien być zakazany – odezwał się Kuba, na co ja się wyszczerzyłam.
- Chyba pierwszy raz się z nim zgodzę – wtrącił Czesław wskazując na swojego poprzednika i wbił swój wzrok we mnie. – To było niesamowite. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
- Może przejdźmy do głosowania zanim ona tu zemdleje – zaśmiała się jedyna kobieta w jury.
- Dobrze – potwierdził przewodniczący. – Czesław?
- Zdecydowanie tak.
- Tatiana?

- Tak.

- Fantastyczna piosenka i cudowny wokal. Gratuluję, przechodzisz dalej.
- Dziękuję! – krzyknęłam i zeszłam, a właściwie to zbiegłam ze sceny, by rzucić się z płaczem w objęcia przyjaciół.
Nie mogłam uwierzyć w to, że mi się udało. Po chwili płakałam już w ramiona przyjaciół, którzy mi gratulowali i mocno tulili. Płakałam, ale ze szczęścia. Nigdy nie chciałam tu przyjść, bo sądziłam, że się do tego nie nadaje, ale widocznie się myliłam.

~miesiąc później~

*perspektywa Harrego*

Złośliwe uwagi na temat Alex zawładnęły siecią. Robiłem wszystko, co było w mojej mocy, by w
jakiś sposób uspokoić naszych fanów, ale to nie pomagało. Przez cały miesiąc nie dawali jej spokoju. W dodatku było coraz gorzej. Wszyscy mówili, że nie możemy być razem. Nawet jej mama stwierdziła, że nie jestem dla niej odpowiedni. Może miała racje? Może nie jestem dla niej wystarczająco dobry? Sam już nie wiem. Wiem, że przeszła pomyślnie casting i dostała się do domu jurorów. Strasznie ucieszyła mnie ta informacja. Wiedziałem, że ma ogromny talent, ale nie chciała tego słuchać. Teraz wreszcie świat zobaczy jak cudowna jest. Przynajmniej mam taką nadzieję.
- Harry! – usłyszałem krzyk Louisa z dołu.
- Idę! – odkrzyknąłem i wyszedłem z pokoju.
Po chwili przemierzałem już schody i wszedłem do pokoju, gdzie siedzieli wszyscy. Wyglądali jakoś nieswojo. Wszystko jest takie dołujące. Sprawy z Alex, atak fanów, brak wolnego czasu, a do tego wszystkiego zaczęliśmy się od siebie oddalać. Mieszkamy razem, ale nawet przestaliśmy ze sobą rozmawiać. To straszne.
- Dawno nie spędzaliśmy czasu w takim gronie – westchnąłem przerywając ciszę.
- Zauważyliśmy to Hazz – powiedział Liam.
- Wszystko się sypie – dokończył Zayn.
- Więc trzeba to jakoś naprawić – dodałem.
- Harry – odezwał się Niall. – Wiemy jak się czujesz. Każdy z nas przeszedł to samo. Nie przez tak długi okres, ale jednak było tak samo.
- Nie chcemy, żebyś się od nas oddalał – stwierdził Josh.
- Przepraszam, ale to naprawdę trudne. Wszyscy mówią, że nie powinniśmy być razem.
- To samo mówili o mnie i Eleanor – wyznał Louis. – Jednak przetrwaliśmy to.
- To na pewno minie, tylko potrzeba czasu – dodał Dan.
- O mnie i Danielle też tak mówili, ale daliśmy radę. Jej rodzice nawet powiedzieli, że na pewno nie darzę ją uczuciami, o których mówię, bo jestem za młody by wiedzieć, co to znaczy.
- Tyle, że jeżeli kogoś kochasz to z każdą chwilą uczucie staje się silniejsze – uśmiechnął się Malik.
- Tak naprawdę nikt nie wie o tym jak bardzo zakochani jesteście, to wiecie tylko wy – potwierdził Horan.
- Fanki są po prostu zazdrosne, ale jeżeli zrozumieją to zaakceptują twoje szczęście – wyszczerzył się Payne.
- Nasze dziewczęta są wyjątkowe, ale pewnie nikt nigdy tego nie zauważy – westchnął Tomlinson. – No i nie wiedza jak wiele one dla nas znaczą.
Horan po jego słowach zaczął kiwać głową w znany tylko sobie rytm. Wszyscy patrzyli na niego zdziwieni, a on podniósł wzrok na Dana.
- Możesz przynieść gitary? – zapytał.
Dan skinął głową i poszedł do pokoi. Po chwili wrócił ze swoją gitarą w jednej ręce, a w drugiej trzymał instrument blondyna, który szybko go przechwycił i zaczął grać melodię. Była spokojna i wpadająca w ucho. Po chwili kiwnął do nas głową na znak, że mamy się wysilić i rzucił krótkie "zaczynamy", po czym śpiewał, a wszyscy do niego dołączyliśmy.

   Niall: Ludzie mówią, że nie powinniśmy być razem.
   Harry: Że jesteśmy za młodzi by wiedzieć wystarczająco o wieczności.
   Louis: Ale ja mówię, że nie wiedzą.
   Liam: O czym mó-mó-mówią.
   Josh: Bo ta miłość staje się coraz silniejsza.
   Dan: Więc nie chcę czekać ani chwili dłużej.
   Zayn: Pragnę jedynie powiedzieć światu o tym że jesteś moją, dziewczyną, ohh...
   Harry: Nie wiedzą o rzeczach, które robimy.
   Niall: Nie wiedzą o tych wszystkich "Kocham Cię".
   Josh: Ale mogę się założyć, że gdyby tylko wiedzieli.
   Liam: Byliby zwyczajnie o nas zazdrośni.
   Wszyscy: Nie wiedzą o czuwaniu całymi nocami.
Nie wiedzą, że czekałem całe swoje życie.
Tylko po to by odnaleźć miłość tak prawdziwą jak ta teraz.
Kochanie, oni nie wiedzą.
Oni o nas nie wiedzą.
   Zayn: Wystarczył jeden dotyk i stałem się wierny tylko Tobie.
   Niall: Każdy nasz pocałunek staje się coraz słodszy.
   Dan: To staje się lepsze.
   Josh: Staje się lepsze za każdym kolejnym razem, dziewczyno.
   Harry: Nie wiedzą o rzeczach, które robimy.
   Niall: Nie wiedzą o tych wszystkich "Kocham Cię".
   Josh: Ale mogę się założyć, że gdyby tylko wiedzieli.
   Liam: Byliby zwyczajnie o nas zazdrośni.
   Wszyscy: Nie wiedzą o czuwaniu całymi nocami.
Nie wiedzą, że czekałem całe życie.
Tylko po to by odnaleźć miłość tak prawdziwą jak ta teraz.
Kochanie, oni nie wiedzą.
Oni nic o nas nie wiedzą.
   Louis: Nie wiedzą jak bardzo wyjątkowa jesteś.
   Dan: Nie wiedzą, ile znaczysz dla mojego serca.
   Liam: Mogą mówić co tylko zapragną.
   Harry: Bo nic o nas nie wiedzą.
   Zayn: Nie wiedzą co robimy najlepiej.
   Josh: To jest tylko między nami.
   Niall: Nasz mały sekret.
   Harry: Ale chcę im powiedzieć.
   Zayn: Chcę powiedzieć światu.
   Louis: Że jesteś moją, dziewczyną.

- Świetnie wyszło! – wyszczerzył się Horan, a wszyscy się z nim zgodziliśmy.
- Spiszmy to póki jeszcze pamiętamy – wtrącił Liam i zaczął pisać.
- Chłopaki – zaczął Dan głośno wzdychając. – Muszę wam coś powiedzieć.
- Co takiego? – zapytałem.
- Wyprowadzam się.
- Co?! – zapytaliśmy razem w wielkim szoku.
- Chcę zamieszkać z Jade.* Już dawno chciałem, po prostu mi jej brakuje i chyba wolałbym mieć ją obok siebie. Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam z wami mieszkać, ale sądzę, że powinienem być przy niej.
- Rozumiemy cię. Kochasz ją, więc nie możemy ci tego zabronić – uśmiechnął się do niego Zayn, a wszyscy skinęliśmy głowami na znak, że zgadzamy się z Malikiem.
- Ale nie odchodzisz z zespołu, prawda? – pytałem z obawą.
- Oczywiście, że nie. Jedynie zamieszkam dwie ulice dalej od was. Ale nadal będę tu mile widziany, prawda?
- Oczywiście, że tak – odezwał się Louis.
- Przecież jesteś naszym przyjacielem – dodał z uśmiechem Niall.

*perspektywa Katrin*

Jechałam do domu babci, by się z nią zobaczyć. Ostatnio nie miałam na to czasu, a obiecałam, że opowiem jej o spotkaniu z Philipem. Strasznie cieszyłam się, że znowu ją zobaczę, a nie tylko usłyszę jej głos w słuchawce telefonu. Wysiadłam z autobusu i kierowałam się do domku. Po chwili stałam już przy nim. Uśmiechnęłam się szeroko i otworzyłam drzwi swoimi kluczami. Weszłam do środka i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to leżąca na dywanie babcia.
- Babciu? – zapytałam i szybko do niej podbiegłam.
Nie odzywała się. Na szczęście w szkole mieliśmy przedmiot odpowiedni do takich przypadków, czyli EDB. Sprawdziłam, czy oddycha i czy tętno jest wyczuwalne. Słabo, ale jednak oddychała. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po karetkę, która była na miejscu po około 5 minutach. Praca serca była bardzo słaba. Wzięli ją na nosze i wsadzili do karetki.
- Mogę jechać z wami? – zapytałam przerażona.
- Kim jesteś dla pacjentki?
- Wnuczką.
- Wsiadaj.
Szybko wsiadłam do karetki, która odjechała na sygnale. Nagle usłyszałam pisk urządzenia, do którego ją podłączono. Jeden z lekarzy mnie odsunął i zaczęli ją reanimować...
________________________________________________________

*Jade - dziewczyna Dana, niska blondynka. Chłopcy ją znają i bardzo ją lubią.
Jak widzicie wróciłam do normalnego pisania w odpowiednie dni.
Powoli zbliżamy się do końca historii.
Pewnie zauważyliście, że po prawej stronie na czerwono jest ile rozdziałów zostało do końca, a jeżeli nie zauważyliście to właśnie wam to mówię. xd
do następnego.
miłego czytania. ;3